piątek, 23 lutego 2018

Księżyc nad górami.

Byłem pod wieczór na górach, Piotr-kolega od karpi był z rana. Lipa, to tak najkrócej.
W po raz pierwszy nie było czemu zdjęcia zrobić. Bo rapalki nowe, to każdy może sobie zobaczyć w internetach......
Schodziłem z lodu krótko przed 18tą, po raz pierwszy w życiu lodowym tak długo siedziałem. Księżyc odprowadził mnie do samochodu. Dziwne uczucie. Sam pobyt był spoko, ale: jezioro jeszcze nie zamarzło całkowicie, 8-10cm na chwilę obecną jest, idzie wyż i to konkretny- ruch ciśnienia prasował lód, który jęczał niemiłosiernie. Nie dziwię się, że oksy miały zamknięte pyski. Nie pomagało czarowanie kolorami, zmienną pracą. Do bałdy żaden się nie pofatygował....
Skoro nie chcą w mrozy, trzeba czekać odwilży. Ma być kila dni z dwucyfrowymi temperaturami na minusie, lód bezśnieżny więc szybko utyje. By na odwilży powalczyć jak najdłużej.
A, i jeszcze jedno. Czas przestać oglądać ruskie filmy, bo człowiek się tylko kompleksów nabawi. Skoro ja miałem jeden udany wyjazd na kilkanaście, to tam statystyki są pewnie podobne, ale filmy wrzucają dziesiątkami i pojawia się złudzenie, że wszyscy łowią, tylko nie ja.
Nic na siłę, trzeba czekać lepszych warunków. Może jeszcze się coś wydarzy.
Gdyby ktoś chciał kupić mego flashera, to zapraszam

Co potrafi:
dwa kąty wiązki przetwornika- 8 i 20 stopni
czułość pozwalająca na komfortową obserwację pracy mormyszki 4mm na głębokości poniżej 10m
niezawodny napęd tarczy wirnika z diodami.
Sprzedaję to, co na zdjęciach. Nie mam ładowarki do zestawu, bo w Ameryce inne standardy prądowe. Przesyłam zdemontowany, na zasadzie "skręć to sam".

Cena 700 +kw ubezpieczonym kurierem.
Sprzęt używany, sprawny.
Linka do zdjęć:https://photos.app.goo.gl/ljyqNa4wQLvIunIS2

Urządzenie podczas pracy + kilka okonków: https://youtu.be/WrAF_M-v1Vc?t=1m46s
A tutaj przy pracy z mormyszką https://youtu.be/XE0zXGYAAvg?t=5m18s

W realu paski na wyświetlaczu nie migotają, te zjawisko na filmie jest pochodną klatkażu kamery.

środa, 21 lutego 2018

Poważna zima- poważne łowienie??

Niby ma przyjść mocne ochłodzenie, coponiektórzy w mediach panikują, że ostra zima......OCB, w lutym ostra zima to norma była.......Nieważne.
 Ważne jest to,że będę mógł na góry wejść okoniowe. Nie byłem ani razu, tamtejsze garby kuszą.....Wolę złowić 5 ryb na 30 z duużym plusem, aniżeli 50 dwudziestaków... Uzupełniłem zapasy rapalek, jutro przywiozą fluorocarbon grubszy. Minimum 0,25mm, drugi 0,33. Wtedy to ja mogę zagrać jak chcę, ryby i tak nie dojrzą tej żyłki. Fakt, opad się przedłuża, ale niekiedy o to właśnie chodzi.
Plan na piątek- balansówka i bałda. Ochotka mi się skończyła, w lokalnych sklepach brak. Kichać to. Oczywiście flasher biorę w drogę. Odpuszczam czorty i inne bezmotylki. Tam jest za głęboko. Nie doczekam się.
Odezwę się w piątek.

Powodzenia walczącym, nie ma lekko. Oksy pyski pozamykały, znajomi dłubią "takie pod 20" albo siedzą na płotkach.

piątek, 16 lutego 2018

Panie, tu nima ryb??

Nie mogłem w środku tygodnia, dopiero dziś wróciłem na lód. Lipa, drobiazg, mało ludzi i ryb. Najciekawszym wydarzeniem było wywinięcie orła na lodzie, aż się dziadki -płotkarze zaczęli śmiać.
Jeżeli twój dzień się zaczyna tak, znaczy nie będzie dobrze:

 Wiercę i wiercę, szału nie ma. Trafiam na lepszą dziurę i wyjmuję kilku załogantów na sztuczną ochotkę, bo do żywej tylko taki drobiazg skakał.
Ciekawostką jest dorodny jazgarz. Nie widziałem dotąd takiego egzemplarza. Ładna ta rybka jest. Myślałem, że będzie ich więcej, już planowałem uchę gotować- niestety..
Ten okonek - podstawka miał ok. 22cm, jazgar nie był mały. Nie wiedziałem że ta rybka śmierci tak mocno.
A tu pozostali załoganci tej dziurki.
Wszystkie okonki nie mają brzuszków -wszystkie wzięły na agresywnie prowadzona mormyszkę ze sztuczną ochotką. Po raz kolejny sprawdza się teoria, że okonia można zmusić do brania- cho nie jest on głodny.
Woduję towarzystwo i ruszam dalej.  W sumie z 40 dziur dokręciłem, złowiłem kilka palczaków. Wnerwiony poszedłem pogadać do dziadków- płotkarzy. Zadowolenie, obłowieni, jeden miał okonia "pół kilo ma"- "z bratem- bliźniakiem"- dodaję w myślach.  Znajomy dziadek też przyszedł popatrzeć na okonia i stwierdził krótko, że prawdziwego okonia to miał ten pan ostatnio....- pokazując na mnie.
Namłócili mnóstwo tych połotek, jeden miał 5kg i już się zwijał, bo trzeba je obrobić, drugi siedział dalej, bo mu jeszcze mało.
Chyba na płotki ruszę.....nie, jednak nie. Rafała na mieście spotkałem, jutro jedziemy zrobić najgłupszą rzecz tej zimy.....Góry. Okonie. Przez duże O.
Mam nadzieję się odezwać jutro wieczorem ;) 

poniedziałek, 12 lutego 2018

Sobota i poniedziałek.

Miało być super, wyszło tak sobie. Rybki były, ryba też.
W piątek dzwonię do Bartka, połowił : https://okoniowybartus.blogspot.com/2018/02/lutowa-dogrywka-na-lodzie.html#links
Dopytuję, czy mormychy wytrzymały, itp.  Ciężko się nagadać, tyle rzeczy jest, którymi można się wymienić w wiedzy......
W sobotę mieliśmy z Rafałem sprawdzić dwie miejscówki, które wcześniej darzyły rybą - niestety, nie nas.
7.20 na lodzie, szału z grubością nie ma - może 8cm, może 7. Dodatkowo przez środek tafli ciemna wstęga- tam puściło do zera i znowu jest pierwszy lód....Cienki, niebezpieczny dość. Trzeba było się trzymać szarego lodu, tam nie puściło do końca i jest grubszy, choć i tak niezbyt.Sanek nie zabieram, nie chcę hałasować i płoszyć ryb. Mały plecak, sakwa przy pasie, azor jak zawsze wiernie idzie za nogą.....
Miejscówki okazały się puste. Rafał wydziergał na błystkę kilka maluchów, ja na rapalkę zaledwie jednego i kilka puknięć. Spadamy stamtąd.....Na lodzie wręcz tłoczno- jak na moje warunki. 11 chłopa biegających, tłukących lód i szukających swego szczęścia....Obrabiam miejscówkę, która podarowała mi  największe okonie tej zimy, a tu lipton- same maluchy i do tego jeszcze często biorą  płotki. No tak, szału nie będzie. Na nic zmiany biżuterii:rapalka, bałda, czort....Nawet zwykła mormycha  z ochotką jest dziś cicha. Widzę wyjścia, pasy na echu szerokie - cóż z tego. Nie chcą i tyle.
     Bokiem mija nas rowerzysta - bałbym się po takim śliskim lodzie....zęby można stracić. Rozkłada się dalej przy trzcinie. Dwie dziury, krzesełko- płotkarz.
Rafał się zwinął na inną część jeziora, mi nie chce się szukać już i wiercić- obrabiam dokładnie serię dziur równolegle do spadu na 4m. Usiłuję gonić ryby, znaczy jak coś się podniesie do balansówki a nie chce puknąć, zmieniam repertuar przynęt. Jestem za wolny! muszę mieć kolejna wędkę tak, by każda miała własną przynętę, szybkie zwinięcie i obrobienie dziury zanim odczyty się schowają poza wiązkę przetwornika.
Nie wiem, ale ta ochotka chyba jest nieteges, nie wiem czy to zemsta Rosjan, bo ona zza Uralu do Terespola ponoć trafiła, czy też po prostu ryba dziś jest tak wybredna, że na mięso też nie chce. Z drugiej strony mam spokój z drobnicą, zimno jest - kilka stopni mrozu. Zaczynam powrót do samochodu, to prawie kilometr, co jakiś czas wiercę i sprawdzam etiudą na trzy wędki, zaglądam przetwornikiem. Za dużo gratów, gubię gdzieś na lodzie moje chirurgiczne szczypce, może komuś posłużą.
      Na samej plaży przed samochodem widzę sporą dziurę -zapuszczam pływak i robię zwiad rapalką. Są. Podnoszą się - te większe też. Czerwone pasy szerokości 1cm na wyświetlaczu to ryby, z którymi chętnie bym poprzeciągał żyłkę.Tylo że nie chcą brać. W końcu coś siedzi, mały. Zostawiam na lodzie, by nie przeszkadzał tam na dole. Kolejne branie- wreszcie jakaś sensowna ryba. chwila szamotania z pływakiem przetwornika, kij wysoko w górę, by nie dać jej luzu- wyjeżdża na lód solidne 30cm+Wypasione i waleczne. Dawaj kumpli!Są, ale czujni i nie chcą się przewietrzyć...No dobra, mięso. Łapię pierwszą lepszą mormychę, hak wydaje mi sie trochę krótki i grot nie jest otwarty - znaczy rozgięty minimalnie. I pewnie ten niuans kosztował mnie spinkę konkretnej ryby na bałałajce z mięsem. K...a, za szybko chciałem go mieć na górze, odwykłem od łowienia z ręki. No nic, trzeba dać odpocząć dziurze, przechodzę na sąsiednią. Ekran echa zasłonięty drobnicą, za chwile znika i wtedy zaczynam obrabiać dziurę mormyszka. Chwila obwąchiwania mięcha i kiwok gnie się, ten jest mniejszy, ale nie przedszkolak.  Za chwile kolejna spinka. Zmieniam tę felerną mormyszkę na zieleń fluo. Wysyłam fotkę Rafałowi - zaraz dzwoni, bo sam cienko piszczy- drobiazg aż strach w ilościach hurtowych. W międzyczasie podchodzi do mnie starszy wędkarz, na oko sporo powyżej 70tki. Dziarsko maszeruje spory kawałek - też płotki łowił. Zobaczył okonia, chwile pogadaliśmy....
 W głowie układam taktykę na następny raz- w poniedziałek będę. Czyli na początku wiercę dziury, idę w zupełnie inne miejsce i wracam tam jak się uspokoi i ryba znowu podejdzie po hałasowaniu. 3 wędki z kołowrotkami- bałda otrzymała własny kij, dropshota obrobi też
Maluch ma płaski brzuch  -więc samczyk.

 Poniedziałek
Ruszam jeszcze wcześniej, taktyka gotowa, zabieram reklamówkę - bo chciałbym, by jakiś okoń wpadł  do mnie na kolację.....
Zgodnie z założeniami 12 dziur na plaży, nawet ich nie sprawdzam echem i wędruję na szczęśliwą miejscówkę. Tam zastaję rowerzystę, któremu podarowuję szczyptę ochotki.Ładne płotki ma. Klasyka czyli płatki owsiane w przeręblu i pinka na haku. Znowu zaczynam szukać - ryby sie wyniosły kompletnie. Znaczy może są, ale nie widać ich na ekranie. Nawierciłem się jak głupi dziś. Dobrze że lód cienki(no może nie do końca dobrze) Przez godzinę nie moglem nic złowić! Nawet dobrego brania nie było. Ale jaja! Znowu zaczynam powórt do samochodu i znowu obławiam co jakiś czas po drodzę dziury. Na ochotkę wydłubuje coś sensowniejszego, taki 20+ No ale tylko jeden...Do wody. Pół godziny później mam kolejnego, podobnego- zaczynam być zły że zwodowałem pierwszego, bo już były by dwa......Do wody.
Znowu nawiedził mnie starszy wędkarz -ten sam co w sobotę, popatrzył, pokiwał głową na echo i zaczął mnie przepytywać ile lat tu łowię, bo on od 50ciu. "No, złów pan jakiegoś konia- nawet takiego jak w sobotę "......:)  Zaprasza jesienią- pokazuje miejsce na spore płocie. I tam właśnie te konie to ganiają wierzchem, aż pryska.
Kto wie? Może kiedyś?
Po drodze odmeldowuje się Rafałowi, poszedł sam na bagna, chwycił takiego paska na pół kilo, ze dwa mu uciekły(znaczy nie przeszły przez dziurkę od pierzchni) i do tego szczupaczek odciął mu błystkę.
Mam zamiar dzisiaj jeszcze pojechać na zwiady, bo jest fajne duże jezioro, płytkie - czyli lód grubszy będzie, ale za bardzo nie znam dojazdu przez las. Z opresji ratuje mnie Wioletta, która zna okolice, okazuje się że nie da się wejść-puszczone od brzegów- w zasadzie nie zamarzło porządnie. Jutro z rańca atakuje znowu to samo co dziś rano, pogoda ma się zmienić, był skok ciśnienia i może dlatego okonie nie współpracowały.
Żadnych taktyk, oczekiwań, co będzie, to bedzie. Jeżeli pogoda się nie zmieni zostały trzy dni lowienia na tej wodzie, później to już małe grajdołki będą osiągalne. Nic więcej. Także trzeba się spiąć.
Do usłyszenia.

Ferie czas zacząć......

Byłem w sobotę, okoni brakowało w typowej miejscówce, znalazłem je drodze powrotnej do domu. Znaczy jednego 30+ i kilka mniejszych. Wieczorem zdam szczegółową relacje.
 Flasher bardzo pomaga, można planować taktykę konkretną. Za chwilę startuje - plan jest taki, by nawiercić dziur jeszcze za ciemnego i potem ich pilnować. Ryby są bardzo mobilne, grasują wielkie stada drobnicy, ale jak ekran echa oczyści się z tergo syfu, to pojawiają się "pasterze" i jest szansa coś wycholować.  Kluczem do sukcesu jest szybkość działania -widzę odczyt, zapuszzczam przynętę i zaczyna się wojna nerwów- na ogół przegrywana.......ciężko jest skusić te sensownej wielkości ryby.
Poza tym chcę objechać okoliczne wody różnego rodzaju, sprawdzic grubość lodu i jeździć jak najczęściej będzie to możliwe. Także plany są. Zobaczymy co z nich wyjdzie....
Stay toon....

niedziela, 4 lutego 2018

Koledzy, uważajcie na siebie.

Dawno nie zaglądałem, życie się ostatnio trochę skomplikowało.....idzie ku lepszemu i to jest najważniejsze.
Ponoć ma być zimowa dogrywka, o czym pisałem że bedzie w lutym. U mnie jest lód-nie lód - czyli widzisz go, nie wejdziesz....W zasadzie to zacząłem spinna szykować z paprochami, trokami etc, ale fala mrozików pokrzyżuje mi plany pewnie, na lód też nie da się wejść.
Zazdroszczę trochę Mazurom, Suwałkom- zimniej tam będzie. Czy jednak warto narażać się? Każdy niech odpowie sobie sam.
Pilnujcie się, jeżeli na lodzie, to w kombinezonie pływającym, kolcami, etc. Za tydzień będę miał ferie. Sam jestem ciekaw, czy da się gdzieś wejść.
Do usłyszenia, nie wiem kiedy.
A tutaj materiał od Białorusinów, pokazujący ja zachowują się okonie, gdy sanki szurają nad głową.
Zastanawiam się tylko jak to jest na większej głębinie. W każdym razie tej zimy starałem się zostawiać sanki z dala od okoniowych dziur. Jak widać słuszniej.
Poza tym, aby wysnuć wnioski natury generalnej, wolałbym sprawdzić różne wody, głębokości  i różny lód( w sensie powłoki na nim)

niedziela, 21 stycznia 2018

Otwarcie sezonu??

Wczoraj byłem rozeznać się co z lodem, jaka grubość no i czy będę mógł wejść na wodę, na której poprzedniej zimy połowiono niezłe ryby. Dzisiaj postawiłem wszystko na jedną kartę i zameldowałem się na niezamarzniętej części jednego z większych jezior u mnie. I trzeba było jechać tam wczoraj. Ale po kolei.
Małe mormyszki na małą wodę....
W piątek wieczorem wyciągnąłem klamoty, przygotowałem trzy wędeczki bezmotylkowe - szpulkę, bałałajkę i moją piankową niebałałajkę, którą zrobiłem zeszłej zimy. Założenie tego sezonu było takie, że minimum grzebania w klamotach, maksimum łowienia. Z lodem może być krucho, więc trzeba wykorzystać każdą możliwość do łowienia.....Przynęty to małe bezmotylki i różne wynalazki, które miały mi dać upragnioną rybę. Mormyszek nalutowałem w piątek. Dekoracje tym razem nietypowe, bo koralik na łańcuszku. Trochę z tym roboty jest, ale tego tamtejsze okonie nie widziały. Poza tym liczę, że wymiana wody na młynówce nagoniła doń świeżych okoni, które nie widziały na swe rybie oczy moich błyskotek.
Wiadomo, że będę na lodzie sam, Marek się połamał, a był to lokals najlepiej obeznany z wodą lodem. Nie boję się, tam zawasze zamarza na początku zimy. Idealne warunki, by sprawdzić sprzęt przed poważniejszymi rybami......
W sobotę wstaję pred 6-tą, muszę jeszcze znaleźć rękawiczki, kolce lodowe, ściągnąć azora ze stryszku.... Nie jest to oczywiste, bo dopiero8 mego stycznia zakończyłem remont powichurowy i sporo klamotów się tłucze w miejscach zazwyczaj moich...
Rano trzeba odśnieżyć samochód, nie chciało mi sie go chować, dodatkowa robota zatem. Gratów minimum - dwie rękawiczki, każda inna - wiadomo po co, sakwa na pasie w niej trzy wędeczki, kolce i pudełko z mormyszkami. startuję o 7.20, nie jest daleko. Nie trzeba wcześnie - znam tę wodę jak własną kieszeń.
Takich widoków jest sporo w okolicy.....
Wichura sierpniowa przeczołgała także tę miejscowość. Drzewa leżą, pałac- lokal socjalny ogrodzony siatką leśną, przeznaczony pewnie do rozbiórki. Nie mam dojścia do wody jak przed laty, trzeba grzać z buta o wiele dalej.  Gramolę się  na lód, coś zatrzeszczało, ale nie ma strachu. Kontrolny odwiert pokazuje 8-10cm lodu pod breją ze stopionego śniegu. 7 obrotów świdra i jestem na drugiej stronie. Pierwsza seria dziur na wyjściu z zatoki( 60 cm lodu przed laty) jadę na trzy wędki, znaczy każdą dziurę obrabiam inną przynętą pod względem koloru, pracy i wielkości. Cisza jest. W sumie zdziwiłbym się, to II połowa stycznia, tutaj "zawsze" o tej porze były problemy z braniami. Pół godziny za mną ,bez brania. Trzeba zacząć kombinować z prowadzeniem wynalazków. W garści żółta szpulka, gram dość szybko gapię się po bokach - nie trzeba patrzeć na kiwok, jakby co, ryba będzie chciała zabrać mi wędkę.Trach! Siedzi! Jest otwarcie sezonu, może małe ale dziarskie i ładnie wybarwione.....
Rozmiar w tym
Szczęśliwa błyskotka.
wypadku nie ma znaczenia ;)  Wietrzę go na śniegu trochę, sprawdzam dziurę kolejnymi przynętami - cisza niestety. Ryba do wody i jadę dalej z grafikiem dziur. Obrabiam kolejne 6, i jeszcze jeden pas- nic. Coś jest nie tak. Zmieniam miejsce, środek akwenu, kiedyś brały tu przedszkolaki, zazwyczaj tłumnie. Tym razem cisza.
Kolejna seria dziur na pusto i moja wiara w tę wodę zaczyna się chwiać. Wysyłam fotkę Gagackowi, ciekawym co on zdziałał u siebie.
Nic, trzeba się zwijać ,ale nie do domu , tylko na zwiady. Muszę sprawdzić dwie wody, jedna jest skłusowana ale celem nr 1 jest szczupak, może jakieś ciekawsze paski będą osiągalne. Woda jest w głębokiej dolinie, bardzo strome brzegi. Od ub. roku jest niedaleko parking leśny, odpada problem logistyczny. Przebieram buty, ładuję graty do samochodu. K....a, znowu coś zgubiłem. Nie świder, ale ulubioną wędeczkę. Do ręki była, nie chce mi się pół km w tym śniegu po nią wracać...
Chwila jazdy i jestem na parkingu. Zaczynam szukać zejścia do wody. Śniegu dużo, brzegi strome. Chwila nieuwagi i jadę na tyłku prosto do jeziora. Z 15m było. Nogi zatrzymały się w wodzie- niestety. Nie da się wejść. Dobrze, że portki wzmocnione na siedzeniu......15minut później jadę na kolejną wodę. Płytka jest, mulista i są tam fajne okonie. Trochę tłuczenia polnymi drogami, na szczęście są odśnieżone. Zaczyna padać. Duże płaty sypią się. Ładne są - sięgam po telefon. Ciekawe, czy będą widoczne na fotce. Dojeżdżam na miejsce, mijam kolejne pomosty - lód dziewiczy. Dobrze to i źle. Ciekawe, czy da się wejść? Objazd jeziorka kończy się, trzeba zawrócić ale nie ma jak! No nic trochę ryzykownie ładuję się w zapchane śniegiem pobocze, załączam drugą oś napędu i zobaczymy co mój sedici jest warty w śniegu. Obyło się bez sensacji, bezproblemowy wyjazd ze śniegu. Test zaliczony. Po nawrocie włażę na pomost
 świder zostawiłem, skręciłem pierzchnię i jedziem z tym koksem. Nie przebijam się pierwszym ciosem, za drugim woda już jest. Czyli się da. Zaczynam złazić z tego pomostu, na szczęście było się czego chwycić. Nie dałem nawet kroka. Przybrzeżne bagno nie daje mocnego lodu, nie powalczę tutaj. No nic, czas do domu. Dzwonię do kolegi, który raczy mnie opowieścią o wtorkowych okoniach przez duże O, wydłubanych z trzciny we wtorek. Wstępnie umawiamy się na jutro. Wiem, gdzie pojadę. Głupie to trochę, bo jezioro nie jest zamknięte lodem, ale jest bezpieczne 8-10cm lodu i są ryby.
W domu szybkie rozpakowanie i wysuszenie klamotów. Założenia sprzętowe na jutro ulegają zmianie: jedna wędka do łowienia na chodzonego+ balansówki i bałdy do opukiwania dna oraz druga z kołowrotkiem do łowienia na wszelkiej maści robactwo. Wiążę czarnego czorta od GaGacka. Pokazał mi jak tym łowić ubiegłej zimy. Brania były, więc technika sprawdzona.
Potrzebne będą sanki- zamierzam zabrać flashera. Na rano zostawiam przewiązanie bałd. Małe korpusy. Mam świeżo nałożone ochotki berkleya na haki. Do tego rapalki sprawdzone przez ostatnie sezony na różnych wodach.
Niedziela
Szybkie śniadanie, znikam w kotłowni, przewiązanie bałd, zrobienie mocowania do kiwoka silikatowego, załadowanie echa i sanek do samochodu. Na miejscu jestem chwila przed 8-mą. Zaparkowane samochody pokazują, że i tak za późno.....Nic to. Na lodzie 6 chłopa, w dwóch grupach. Straszny hałas robią sanki na brei.Zaczynam żałować, że je zabrałem. No nic, jakoś to będzie.
Seria dziur, echo nie daje żadnych odczytów. Szukam dalej. Jedna grupka wędkujących siedzi w powszechnie znanym miejscu na tej wodzie- sprawdzonym, twardym wypłyceniu. Flankuję ich dwiema seriami dziur. Puknięcia w rapalkę - zardzewiałem i nie mogę się wstrzelić z zacięciem. Zamieniam przynętę na małą bałdę. Siada pierwszy wymiarek. Nie przyzeruję dziś...
Powstaje taktyka - robię zamieszanie czymkolwiek, zakładam bałdę, która ma latające haczyki i powinna sprowokować rybę.
Moi towarzysze zmieniają miejsca jak rękawiczki, podchodzę bliżej i rozsiadam się przy dużej pierzchniowej dziurze. Przetwornik do wody, coś widać przy dnie. Nie jest duże. Skoro tak , zapodam czorta GaGacka. Żyłka dość gruba, wolno opada. Kiwok też nie ten co trzeba..... Za to widzę, jak z dna startuje do niego spora ryba. Jedno wyjście, drugie, pół metra nad dnem strzał i siedzi. Jest nieźle- rozkręcony hamulec mruczy piękną muzykę. Dawaj bracie do góry....Co ciekawe echo pokazuje, że ryba ma kumpli i to bardzo ciekawych rozmiarów sądząc po odczytach.....
Jest. Dobre 30cm na lodzie, zapięty za kraj pyska.  Ląduje w kałuży- nie ma mrozu i nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że trochę poczeka na powrót do wody....
Stado ryb opada na dno, wrzucam bałdę i zaczyna się magia po kilku podbiciach. "Coś" podbija mi kiwok i zaczyna się jazda na całego. Żyłka gruba, kij trochę sztywny, żebym cię tylko nie stracił.... Jest. Gruby dzikus sporo powyżej 30cm, na mój rozstaw paluchów to 20+15 z tolerancją do 1cm. Czyli magiczna 4 z przodu jeszcze nie tym razem.. Robię im fotkę, fajne są.
Wracam do czorta, od czasu do czasu coś wychodzi do niego, ale nie ten rozmiar co podskakujący w kałuży towarzysze... Chwilę później wracam do bałdy. I znowu siedzi coś pięknego. Kij wygięty, kołowrotek warczy na całego. Ryba odjeżdża daleko na bok. Dobrze, bo nie wypłoszy innych załogantów tej miejscówki. Widzę ją pod lodem. Jakaś dziwna pozycja w wodzie- za kapotę się zapieła, konkretnie za płetwę odbytową. Dla tego miała takiego spida i moc. No nic, nie będę wybrzydzał, jest większy od poprzednika, taki na 37-38cm. . W zasadzie mógłbym już kończyć, te 10minut dało mi więcej niż cała ubiegłoroczna zima. Nie wiem, czy to magia bałdy, czy zwykłe szczęście, ale najważniejsze że są konkretne ryby.
Ostatnia fotka - będzie moją tapetą w telefonie:

Wodowanie bez problemów, wzięły z 3,5metra. Idę na kolejną pożyczoną dziurę. Jak wcześniej sprawdzam ją czortem  - jest wyjście! Siedzi. Ładny, ale bez sensacji. Zdrowy, wybiegany 30tak z małym plusem. I to jest koniec sensownych ryb dzisiaj, przerzucam kilka szt. drobnicy, wyjścia są rzadkie i bardzo szybko te większe opadają na dno. Echo ich nie pokazuje.....Nie pomagają zmiany przynęt. To już koniec na dzisiaj. Mam co chciałem, fotka jest i wspomnienia pozostały. Najważniejsze, zrozumiałem jak łowić bałdą. To temat na kolejny wpis będzie.
Człapiąc w brei  do samochodu zdaję relację GaGackowi. 
         Także sezon otwarty z przytupem, zwłaszcza dzisiaj. Niestety, nie wiem, czy będę mógł jechać we wtorek na II okoniową zmianę tutaj. Niby mają być mrozy, ale jest tyle wody na lodzie, że to i tak nie pomoże. Obawiam się jednego. To może być na tej wodzie moje otwarcie i zamknięcie sezonu.......Nie będę nadstawiał głowy nawet dla tak zacnych ryb. Luty ma być rekordowo ciepły.
 W następnym wpisie o bałdzie będzie i o wrażeniach z tytanowego świdra.