Gruby jest, coraz grubszy. Na dużych mrozach jęczy powiększając gwałtownie swoją objętość, czasami aż go wysadza do góry. Bezpieczny- o ile lód może być bezpieczny. Dziś sciągnął masę obcych wędkarzy. Prostafferów firmy X z kolegami. Ci ludzie muszą coś złowić, by zdjęcie dla sponsorskich stron było - i tym sobie tłumaczę zbiegowisko po okrzyku "mam" latanie z telefonami wokół ryby, która swobodnie mieści się w jednej dłoni. Znak czasów. Mobilność, sprzęt podstawowy, elektronika wędkarska- coraz doskonalsze. Trudno już znaleźć spokojną wodę, może sam sobie zaszkodziłem zdjęciem mapy? Nie wiem. Po ostatnich wypadach śmiem twierdzić, że te twarde medium dodatkowo zwiększa oddziaływanie echosond na ryby. Najbardziej na wodzie płytszej niż 6m. Scenariusz jest bardzo klasyczny- ławica, ryby płyną sobie w stronę przetwornika, po czym niewidzialna ściana odbija je ok 4m od niego i zawracają. Nagrywałem to dziś wielokrotnie. Zmiana kąta wiązki nic nie daje. Może następnym razem okleję go nieco taśmą izolacyjną piankową, by przyciąć w ten sposób kąty wiązek.
Ryby praktycznie nieaktywne. Ani żuk, ani mormyszka mała, duża, balansówka czy błystka nie były w stanie przez większość dnia ruszyć ryb. Mijały, wąchały, czasami otarły się o przynęty i to wszystko. Widzę, że ktoś w moja stronę idzie. Sztyca leży, pracuję mormyszką. Po chwili branie i po raz kolejny szklak od Kawalca ładnie się zachował. Sanki dobrze mnie maskują, robią za mini-parawan. Bez szans, by ktoś zobaczył. Ale to ojciec Damiana zrobił mi fotkę, ryba była ok 40cm, więc zwodowałem. Chwilę pogadaliśmy. Poza tym tłum, hałas, pilarze. Ryby stanęły kompletnie. Kolejne stadka mijają przynętę, od czasu do czasu ruszę się z błystką/balansóką po okolicznych dziurach, by gnaty rozprostować. Pojemnik na ochotkę działa i jestem zeń zadowolony. Tak samo jak z tych piankowych nakolanników.
Zwijam się, wiercąc dziury w stronę auta. Kilka odczytów obławiam- bez reakcji. Mijam ze dwa szczupaki- ich nie chcę, szkoda przynęty. Pod brzegiem macha do mnie ręką jakiś człowiek. Ma łyżwy. Podchodzę i pytam się czy coś się stało a on pyta, czy zrobię mu fotkę, bo k.......a nie wiadomo ile lat trzeba będzie czekać na kolejny lód. Ale tak,żeby było łyżwy widać.
Oklikałem go, przypomina mi się podobny znaczeniowo epizod- sprzed tygodnia. Ojciec z córką chodzą blisko brzegu i pytają się mnie czy lód gruby- no to ja zaraz wykręcę dziurę, to pan sobie zobaczy- Wie pan, bo córka się boi wejść. Ona nigdy nie chodziła po lodzie.
Córka na oko może mieć 12-13 lat.
I to najlepiej pokazuje jak zmienił się klimat. Statystycznie a nie epizodycznie, bo ja podobnie jak ten łyżwiarz dzisiejszy- obawiam się kiedy znowu taki lód będzie. Ale póki co niech trwa, bo robię swoje na nim :) Ta czapka wabi największe okonie :))
Najważniejsze, że poza chwilowym epizodem mokrych rąk po rybie - nie zmarzłem. Dziś bez "zbroi" podlodowej, czyli ciężkiego kombinezonu Frabilla. Komplet to pewnie 6-7kg waży a to prawie 10% mnie. Każdy dodatkowy kg spowalnia, krępuje ruchy.













