sobota, 7 lutego 2026

Lód.

 Gruby jest, coraz grubszy. Na dużych mrozach jęczy powiększając gwałtownie swoją objętość, czasami aż go wysadza do góry. Bezpieczny- o ile lód może być bezpieczny. Dziś sciągnął masę obcych wędkarzy. Prostafferów firmy X z kolegami. Ci ludzie muszą coś złowić, by zdjęcie dla sponsorskich stron było - i tym sobie tłumaczę zbiegowisko po okrzyku "mam" latanie z telefonami wokół ryby, która swobodnie mieści się w jednej dłoni. Znak czasów. Mobilność, sprzęt podstawowy, elektronika wędkarska- coraz doskonalsze. Trudno już znaleźć spokojną wodę, może sam sobie zaszkodziłem zdjęciem mapy? Nie wiem.  Po ostatnich wypadach śmiem twierdzić, że te twarde medium dodatkowo zwiększa oddziaływanie echosond na ryby. Najbardziej na wodzie płytszej niż 6m.  Scenariusz jest bardzo klasyczny- ławica, ryby płyną sobie w stronę przetwornika, po czym niewidzialna ściana odbija je ok 4m od niego i zawracają. Nagrywałem to dziś wielokrotnie. Zmiana kąta wiązki nic nie daje. Może następnym razem okleję go nieco taśmą izolacyjną piankową, by przyciąć w ten sposób kąty wiązek. 

Ryby praktycznie nieaktywne. Ani żuk, ani mormyszka mała, duża, balansówka czy błystka nie były w stanie przez większość dnia ruszyć ryb. Mijały, wąchały, czasami otarły się o przynęty i to wszystko. Widzę, że ktoś w moja stronę idzie. Sztyca leży, pracuję mormyszką. Po chwili branie  i po raz kolejny szklak od Kawalca ładnie się zachował.  Sanki dobrze mnie maskują, robią za mini-parawan. Bez szans, by ktoś zobaczył. Ale to ojciec Damiana zrobił mi fotkę, ryba była ok 40cm, więc zwodowałem.  Chwilę pogadaliśmy. Poza tym tłum, hałas, pilarze. Ryby stanęły kompletnie. Kolejne stadka mijają przynętę, od czasu do czasu ruszę się z błystką/balansóką po okolicznych dziurach, by gnaty rozprostować. Pojemnik na ochotkę działa i jestem zeń zadowolony. Tak samo jak z tych piankowych nakolanników. 

    Zwijam się, wiercąc dziury w stronę auta. Kilka odczytów obławiam- bez reakcji. Mijam ze dwa szczupaki- ich nie chcę, szkoda przynęty. Pod brzegiem macha do mnie ręką jakiś człowiek. Ma łyżwy. Podchodzę i pytam się czy coś się stało a on pyta, czy zrobię mu fotkę, bo k.......a nie wiadomo ile lat trzeba będzie czekać na kolejny lód. Ale tak,żeby było łyżwy widać. 

Oklikałem go, przypomina mi się podobny znaczeniowo epizod- sprzed tygodnia. Ojciec z córką chodzą blisko brzegu i pytają się mnie czy lód gruby- no to ja zaraz wykręcę dziurę, to pan sobie zobaczy- Wie pan, bo córka się boi wejść. Ona nigdy nie chodziła po lodzie. 

Córka na oko może mieć 12-13 lat. 

I to najlepiej pokazuje jak zmienił się klimat. Statystycznie a nie epizodycznie, bo ja podobnie jak ten łyżwiarz dzisiejszy- obawiam się kiedy znowu taki lód będzie. Ale póki co niech trwa, bo robię swoje na nim :) Ta czapka wabi największe okonie :))

Najważniejsze, że poza chwilowym epizodem mokrych rąk po rybie - nie zmarzłem. Dziś bez "zbroi" podlodowej, czyli ciężkiego kombinezonu Frabilla. Komplet to pewnie 6-7kg waży a to prawie 10% mnie. Każdy dodatkowy kg spowalnia, krępuje ruchy. 



piątek, 6 lutego 2026

Odwilż

     Rano szybki zwiad w Olszewce- lodu na 40cm prawie, co najwyżej 4 dziury ręcznie 115mm kręcę i dalej nie ma siły. Zabrałem  tylko szpulkę i bezmotylki z ostatniego wypieku. Cienko było tam, ze 20 dziur wywinąłem. Ta nieszczęśliwa to pewnie 70cm wody pod skorupą- bo tam płytko. Z Markiem gadałem , drugą ręką grałem mormyszką i traach. Strzał ryby

- Kurcze branie

- No co ty

- Wędkę mi złamał

Widać szczytówka była jakoś uszkodzona, z pręta węglowego szlifowana. Ryba oczywiście spadła. Podejrzewam jazia normalnego, bo to było naprawdę mocne szarpnięcie i przez chwilę opór. Poszedłem do auta po bałałajkę  ale już nic się nie wydarzyło. Po drodze kupuję chleb i wpatruję się w inposta, bo ma ochotka dojść dziś

    Po południu pojawiło się okienko czasowe- jadę do miasta i obstawiam, że kupię ochotkę na miejscu. Tak i było, wziąłem co trzeba i na lód. 

W oddali kilka osób, ja idę w sprawdzony fyrtel. Ryby są tam gdzie ostatnio. Jakieś dziwne odczyty na echu widzę. Potem zrozumiałem, co się dzieje. Rozpoczyna się wzrost ciśnienia i ryby pozbywają się gazu z pęcherzy. Zjawisko masowe, nigdy dotąd nie widziałem tego tak długo. Ale też dawno nie latałem z livem po lodzie- pewnie 2018r. Ciekawa obserwacja ale trzeba coś powalczyć, bo widać dobre ryby. 

Zaczynam od balansówki- tradycyjne W5 BWR. Trafiam na dobrą dziurę- strzał i siedzi. Nie dałem mu popłakać i dość szybko wyciągnąłęm. Jest 40tka. Idę do sąsiedniej dziury- branie i spad, za słabe zacięcie, potem kilka puknięć i spokój. Ryby kręcą się ale nie chcą ewidentnie współpracować. Rozwijam ochotkówkę- zamówiłem sobie podlodówkę z pracowni. Powiedziałem wprost panu Kawalcowi, że choć sam sobie kręcę, to chciałbym porównać to z wędką robiona przez rodbuildera. Poprosiłem o taki kij, który na szklanym blanku nie będzie się zawijał w kółko i będzie czym tę rybę podnieść. Pod klasyczny kołowrotek. Zbyszek zaproponował design.....humminbirdowy. Ok, niech będzie.Blank 6lb cała akcja trwała 5 dni- tzn od zamówienia do odebrania przesyłki. Mormyszki lutowałem świeże, na muchowych hakach o szerokim łuku kolankowym, malowane na ochotkę. 

    







Po chwili jest kolejna ryba, trochę mniejsza. Kij ładnie ją trzyma- zgodnie ze swą szklaną naturą. Jest zapas mocy, by podciągać. Zamiast stałoszpulowca założyłem ruchomą szpulkę 13Fishing, żyłka 0,08. Okoń po chwili na lodzie, wezmę go bez żalu na kolację, bo jeszcze nie jadłem tej zimy okonia z patelni. Duży do wody wraca, mniejszy pojedzie ze mną.  Potrzebne jeszcze są dwa.....ale sprawy się komplikują. Ryby zamknęły pyski. Ktoś podjeżdża na łyżwach, oglądamy ryby, udaje się złowić kolejnego 40taka, któremu czujnie przeciąłem drogę balansówką. Wyczepiam i do wody. Szukam "kolacyjnego". Tracę dobrą rybę z mormyszką- źle zawiązałem i strzeliła żyłka. Zmieniam miejsce. Trafiam bliżej brzegu i znowu żółty Kawalec wygina się przyjemnie. Ryba na lodzie. Pod koniec dnia trafiam rozchodniaczka- taki 27cm. Akurat na trzeciego do patelni. 

Może jutro z rana jeszcze się tam pojawię, spodziewam się sporego ruchu i mogą być incydenty, bo echosonda, bo to bo sro. 

Robię wieczorem motylnicę- pojemnik na ochotkę na kolano. Zawsze chciałem taki mieć. Dwukomorowy, z kostki EVA dla amatorów jogi. Cięcie, wiercenie, szlifowanie i klejenie. Jutro zostaje tylko dociąć taśmę-gumę i zamocować zapięcie. W jednej komorze będzie ochotka, w drugiej przyrząd do pęczkowania i gumki wentylowe pocięte w cienkie krążki. Ochotkę odbieram po 18tej, bardzo drobna jest, słabej jakości. No ale jutro będzie od innego dostawcy, może będzie lepsza. Przepuszczam przez sito dwa razy, suszę i pakuję w papier toaletowy, na jutro będzie. W sumie, mając pęczkownicę - nie jest dla mnie istotny rozmiar larw. 

Z racji, że się mocno nastawiam na ryby jutrzejsze- pewnie będzie lipa, ale i tak pojadę. Fajnie jest tak połowić bez mrozu w palcach. Nakolanniki zabiorę, na klęcząco jest najwygodniej. Przebiorę graty, zostawię jedną wędulę do błystek i balansówek a dwie na lekko- do mięska żółta, a do żuczka jakiś Croix.

wtorek, 3 lutego 2026

Zimnica turbo

 Trzeba to przeczekać, na łowienie z ochotką za zimno, nic innego nie działa. Niezależnie czy echo jest, czy nie ma- rezultat ten sam. Obecnie zjazd ciśnienia, wiatr trudny do zniesienia w nasto stopniowych mrozach. Jutro może coś się wydarzyć, bo przełom pogody nadciąga i może okonie się obudzą z tego mroźnego letargu. W kanciapce porzeźbiłem tych żuków, jakieś kiwoczki i inne bibeloty. 

Lód coraz grubszy ale mnie to nie straszne- chiński świder do wkrętarki kręci jak zły. Dokupiłem noży do niego na zapas, baterię dużą 18V i teraz w zasadzie mam tyle dziur ile chcę, bo biorę małą baterię czyli ok 150 dziur można wykręcić fi 200 a to jest ogromna wygoda. Z ręki kręcić w lodzie 30cm- to nie ma szans na zbyt wiele poszukiwań ryb, a je trzeba nadal znalźć. Jakakolwiek echosonda pomaga, system Live- niedawno nazwany legalnym kłusownictwem jest świetnym rozwiązniem do poszukiwania ryb ale drogim i wymagającym sanek na sprzęt, bo jako całość- mało mobilne to się robi. 


To nie łoś, tylko człowiek z wielkim świdrem na ramieniu :) 



To najprawdopodobniej szczupak a przed nim balansówka. Piszę najprawdopodobniej ,bo nie było okazji poznać się bliżej. Live dostarcza informacji o zachowaniu ryb , bo i zwykła echosonda pokaże na jakiej są głębokości. Jeśli nie biorą- to choćby był na lodzie ekran 4K z najdroższym przetwornikiem Live- będą tylko brzydkie wyrazy a nie ryby i o tym trzeba pamiętać także ładując sprzęt na sanki. 

    Przynętową nowość dziś testowałem - chińskie mini viby, któe pracują w pionie jak cykada  ale nie odchodzą daleko i nie skakają rybom po głowach. W obecnej fazie zimy tym się mormyszuje- wprowadza w drgania przynęty, by kotwiczki wierzgały jak bezmotylki. Wezmę livesonar i poogladam sobie jak ryby na to reagują i spróbuję dobrać odpowiedną pracę do ich aktywności- ale to jak będą na chodzie. 
    Kolejna rzecz zrobiona to kotwiczka do białych robaków, którą dekoruję błystkę ale też i balansówkę. Raz, że zmniejsza to odskoki przynęty od dziury, dwa- mięso to mięso. Trochę z tym roboty ale mam wreszcie sporego rozmiaru kotwiczkę, która nie rozrywa zanadto robali. Chytrością jest wlutowana agrafka spinwala, która umożliwia szybkie dopięcie tej kotwiczki do każdej przynęty. 


U góry oryginał, w środku- zmniejszyłem trochę te lusterkowanie farbą w spray a na dole kotwiczka zlutowana z haczyków Hydra nr 12. 

Mam chęć wyskoczyć dziś raz jeszcze, ale wyłącznie z wędką do ochotki. Mam trochę larw jeszcze na chodzie, przygotuje pęczki w domu i wio do dziury. 


poniedziałek, 26 stycznia 2026

Środek zimy- trzeba zmian koncepcyjnych w łowieniu.

W sobotę dostaliśmy łupnia od ryb. Błystka nie chodzi, tak samo jak balansówka- w związku z tym trzeba było nalutować żuczków, kiełżyki już niedługo. Szykuje mi się przerwa operacyjna do soboty- przygotuję, co trzeba na drugą część zimy. Te są większe, zrobiłem też 10tkę mniejszych. Gdyby dostawca nadał przesyłkę z haczykami w piątek- stadko byłoby większe. Oprócz tego mormyszek większych też nalutuję- kulka 5,5mm i adekwatny haczyk, bo mięso to mięso na haczyku. 



sobota, 17 stycznia 2026

Rozchodniaczek.

 Dzisiejszy wyjazd był tzw. misyjny- woda bez dostępu łodziowego, prywatna w zasadzie.Pożwirowe wyrobisko z czasów pruskich, w którym znajomy geodeta coś wytropił. To coś można sprawdzić na lodzie za pomocą elektroniki, tj. tryb perspektywiczny obrazowania live. W moim przypadku -sprzęt od Humminbirda-Megalive2. Wymaga on użycia świdra 200mm, nic nie da wiercenie na lornetke, po prostu perspektywiczne ułożenie przetwornika znacznie go powiększa, nie idzie inaczej. 

Kawał drogi od domu ale województwa nie zmieniłem, dokulaliśmy się przed 10tą na taflę, był ktoś już tam. Aura niezbyt zachęcająca, wiatr, wilgotne powietrze, ale prognoza obiecująca słonko. Szybkie namierzenie obiektu i jest. Tryb Landscape pokazuje tory kolejki, duże koło- pewnie jakaś wciągarka będąca napędem dla wózków. Konstrukcja dość wysoka, rzuca wyraźny cień za nią.





Takie ciekawostki plus tory kolejki "żwirowej" tam pozostały. Woda zacna, chłopaki -moi gospodarze pokazywali niezłe ryby w paski z wiosny i wczesnej jesieni. Dlatego była dodatkowa przynęta dla mnie, by tam się pojawić

Obiecujące miejscówki były puste, zaordynowałem kierunek pod brzeg i tam pod lodem pływało duże stado drobnicy a przy nim uwijały się okonie, tzn Okonie. Ryby naprawdę duże. Staliśmy i gapiliśmy się w ekran patrząc co one tam wyrabiają i jak ganiają tą drobnicę. Takie sceny myśliwskie podlodowych okoni. Dowierciliśmy dziur wokół zgrupowania ryb i po prostu zaczęło się czekanie na okonie bo one były strasznie mobilne, tj. wpływały i wypływały z widoku w ciągu chwili. Kwestią szczęścia było, pod kim przepłyną  i czy uda się zagrać przynętą na ich trasie. 

Mi udało się podnieść na rozgrzewkę wymiarka, ale to co pływało i rozganiało białoryb było znacznie większe. Strzelił mi niezły w balansówkę ale zaplątał się w kable i spadł. Oceniam go na 30 z plusem. 

No nic, bywa. Po pół godzinie przepłyneły pode mną te pasiaste wilki i jednemu z nich blaszkę udanie zaprezentowałem- dobrze powoził kijem, była muzyka hamulca. Mierzymy- bo miarkę zabrałem i jest 42cm z małym okładem. Po prostu statystyka zadziałała- trzy dziury z przynętami, bo i nas trzech łowiło, akurat ja miałem szczęście tym razem. 

Jak jest fotograf obok, to można popajacować do zdjęcia :)

Kolejne nawroty okoni nie dają brań, pływają, ale zupełnie nie interesują się przynętą. Sprawdzam czas- jest po 11tej, czyli koniec żerowania "na pierwszą zmianę" Drobnica nam ucieka, trochę czasu szukamy jej, bo skoro okonie trzymają się rybek, trzeba być blisko. 
    Cisza na lodzie, wiatr także uspokoił się, słońce wychyla się zza chmur. Idziemy z Markiem powiercić dziur i sprawdzić, gdzie kończą się podwodne tory. Znajdujemy fundament jakiegoś budyneczku, który wygląda jak wychodek ale to raczej budka od sterowania wyciągiem wózkowym do żwiru. Tak przynajmniej sobie to tłumaczymy. Jest po 13tej ostatnia seria dziur- cisza, sprawdzamy głęboczek, są ryby ale te największe to szczupaki, więc nie ma sensu się z nimi szarpać. 
- To co rozchodniaczka jeszcze wiercimy? 
-Dawaj. 
Dziur powstało w sumie trzy, zapuszczam przetwornik do pierwszej i widzę parkę sporych ryb bardzo blisko, które płyną w stronę przetwornika. Marek wędkę odłożył już dobrą chwilę wcześniej, ja złapałem pierwszą z brzegu swoją, wyplątałem przynętę i do dziury. Ledwie zdążyłem, ryby były pod samym przetwornikiem i po drugim podbiciu zaczęła się gorąca jazda. Kij ładnie wygięty, hamulczyk oddawał raz za razem rybie, którą określiłem na większą niż tą, co miałem przed południem. Wyciągam pewnym chwytem za karczych- mówię- To jest coś, to jest coś! 45ma. Miał, nawet z okładem niewielkim. 
Balansówka 5cm z kotwiczką o żółto-czerwonym akcencie dała tę rybę. StCroix M ładnie przetestowany i zaczynamy się lubić :)
Seria fotek i wodujemy karpia w paski, niech rośnie..
-K....a, ale rozchodniaczek! śmiejemy się wszyscy. Marek powiedział wprost że nie boli go , że mu przyjechałem na dzielnię i ryby połowiłem bo chodziło o sprawdzenie obiektów i zweryfikowanie, jak tam z okoniami jest tymi dużymi. Są, moim zdaniem jest potencjał na rybę z 5tką na przedzie ale pojedyncze sztuki. Sporo chodzenia i loteryjność łowienia. 
Z elektroniką jest dużo łatwiej ale najważniejsze jest to, że poznajemy jak ryby reagują/nie reagują i czasami uda się zmodyfikować pracę/przynętę tak, by nastąpił atak. Czy bez live złowiłbym te ryby? Szczerze powiedziawszy- pierwszą tak, bo było to łowienie z dziury po prostu a one przypłyneły a drugą- nie, bo tu widziałem jak napływają i przeciąłem im drogę przynętą zatrzymując na odpowiedniej głębokości. Dlatego ważne jest poukładanie sobie w głowie, by uważać z tym co i ile zabieramy, bo na lodzie w dobie rozwoju techniki poszukiwania ryb- jest łatwiej niż kiedykolwiek. Nadal trzeba znać przybliżoną lokalizację ryb, umieć dobrać i poprowadzić przynętę ale w większości sytuacji echosonda z systemem live znacznie zwiększa szanse na udany połów. 
Ja najbardziej cieszę się z nagrywek, które pokazały "działanie" stada okoni, godzina materiału, który muszę przebrać i opracować i zobaczycie epizody z tego w kolejnej wrzutce na kanał podlodowy. 
Zimo trwaj :) 





 

środa, 14 stycznia 2026

Podlodowy Vlog#2

 Lodu dziś pełno ale pod nogami, strach jechać, o żadnych rybach nie ma mowy u minie do soboty. Parę słów o przynętach na drugą cześć sezonu. 



poniedziałek, 12 stycznia 2026

Z okoniem coraz gorzej u mnie, tj. pogoda rozdaje karty.

Nie, nie wszystkie zostały zjedzone przez ludzi i kormorany, miejsca dają okonie od nastu lat. Ani na płytkim, ani na głębokim, po prostu jakby zapadły się pod ziemię Czytanie z tego co widzę-przestaje być modne i tutaj, może to tak będę robił? Co myślicie?