środa, 25 lutego 2026

Początek końca....bloga.

 Tak, to nie jest łatwa decyzja dla mnie, tak poświęciłem temu mnóstwo czasu przez naście lat pisania

Ale.....nie chcę pisać dla samego siebie, odsłon symbolicznie, to już jest passe- w dobie rolek, postów na socmediach. Fajnie było być z Wami przez te lata i dziękuję za te komentarze czy po prostu odsłony witryny blogowej. 

Co u mnie? Łowię. Bardzo duże ryby. Łącznie naliczyłem 11szt powyżej 40cm tej zimy. Prócz nich najważniejsze są obserwacje przy użyciu echosondy. Ponad wszelką miarę udowodniłem sobie, że live systemy płoszą ryby. Potwierdził to znajomy ichtiolog Marcin. Bardziej oddziaływuje to na białoryb, który ma kostki słuchowe wzmacniające akustyczne wibracje- zwie się to aparatem Webera. Do tego reakcje lub brak tejże na przynęty. Okazuje się, że warto pilnować jednej dziury (sic!), bo jeśli miejscówka wybrana dobrze- ryby po prostu napływają i nie ma znaczenia czy sypana jest gruba ochotka do przerębla, czy nie. 

Duże ryby trzeba przebijać-tzn ich pęcherz pławny. Igła powinna być na wyposażeiu obowiązkowym, bo w części okręgów PZW są górne wymiary a będąc z nimi w zgodzie- takie ryby trzeba puścić do wody. No i tu pojawia się problem. Batotrauma, keson- zwał jak zwał. Ja swoje okonie przebijam grubą igłą, by gazy zeszły z nich. To jedyna szansa, by mogły się zanurzyć. Pamiętajcie- jeśli okoń w przeręblu"staje na głowie", nie chce odpłynąć- to naogół nie jest to jego wyczerpanie a wypełniony gazem pęcherz. Bez jego przebicia ryba nie odpłynie. Przebita- odpływa dziarsko ale płoszy przy tym to, co zostao z pasiaków w dziurze. Zobaczcie na filmik- dość unikatowe w naszych warunkach:



Kolejna obserwacja- potwierdza stare filmy Szczerbakowów- powtarzalna praca przynęty, oszczędna w schyłkowej fazie zimy- jest najlepszą opcją na sprowokowanie ryb. 

Live na lodzie- nie wnosi więcej niż poszukanie ryb - jeśli nie biorą- nie ma żadnego znaczenia. Tak samo jeśli biorą- jest zupełnie niepotrzebny. Ryby aktywne, rywalizują ze sobą i brania następują jedne po drugich. 

Szkło czy węgiel? Szkło- bezwarunkowo. Dziś przerzuciłem 15 czy 16 ryb na szklany kij- fakt że nie samorobny a z pracowni. Gubiłem ryby z najdroższych StCroix, dwie ryby powyżej 40cm spadły. Więc po prostu szkło. 

Świder Mora kompozytowa- o której  będzie film na kanale - jest świetny. 150mm , sznek z tworzywa, noże fińskiej jakości a nie chińskiej no i przy pomocy adaptera wierci dziury "na lornetkę" bez żadnych problemów.

Umiejętności wędkarskie, mapy- są cholernie ważne. W dobie dostępu do wiedzy i sprzętu to znajomość wody, mapa, obserwacje tego, co się dzieje pod lodem przy użyciu elektroniki są bardzo ważne. Bez nich nie zrobi się wiele, chyba, że ktoś za rękę zaprowadzi na miejsce i powie co i jak. 

Do zobaczenia gdzieś w przestrzeni internetowej, bo tu już nasz wspólny czas minął. Nie będę usuwał tych lat pisania, niech wiszą i inspirują do warsztatowych robótek wszystkich, którym się chce. 

Pozdrawiam, Maciej Kozyra.  


piątek, 13 lutego 2026

Bestia na krótkim dyszlu.

 Nie, nie skończyło się fajnie. Ryba spadła, bo w ogóle nie była zacięta. Po prostu opadająca do dziury blaszka została zassana i jak podniosłem- zaczęła się jazda. Błystekcza, balansówka- dały kilka ryb i rybek. Największa została w wodzie. Wypad krótki, na totalnym luzie. Wymieniłem w świdrze głowicę ze 115 na 155 i pojechałem to sprawdzić, jak będzie czyścić i jak w ogóle kręcenie. A jest co kręcić- 40cm prawie, do tego dziś na nim 2cm wody. 4 dziury z ręki i więcej ciężko bez zasapania. Tutaj kilka słów o tej kopii Heinoli 115.  


A sam wypad to w krótki Vlog:



czwartek, 12 lutego 2026

Uciekając przed echosondą

 Zmęczenie dopadło mnie, być może związane jest to z huśtawką ciśnieniową. Na wodzie często, na kilkugodzinne wypady w te same w sumie miejsce. Okonie były. Codziennie spada ich aktywność i hipotezy są dwie- pogodowa........albo echosondowa. Nagrałem sporo materiału i scenariusz potwierdza się z zadziwiającą precyzją- płyną, płyną aż dopływają 10m od przetwornika. Zaczyna się strefa oddziaływania wiązki sonarowej. Dead zone to ok 4m od przetwornika. Ryby odbijają się od niej jak od gumowej ściany, z zadziwiającą powtarzalnością. Przedwczoraj sądziłem że, może być to efekt wyczyszczonych dziur- 200mm, sporo światła wpada pod lód, łowię na 6-7m. No ale to nie ta bajka. 

Wczoraj trzy ryby, jeden spad naprawdę dobrego okonia z kiełżyka z pojedynczym hakiem. Dziś tylko dwa i to małe. O ile wczoraj ryby jeszcze zbliżały się do przynęty w wiązce live, to dziś praktycznie się to nie zdarzyło z humminbirdowym ML2. Po południ przeładowałem klamoty i wjechałem na saniach z zestawem Garmina. Lepiej ale i tak ryby "odbijają" się od wiązki. Jedno jedyne branie z popołudniowego deszczu. Pogoda oczywiście ma kapitlany wpływ na okonie, ale spodziewałem się nieco więcej. Jeśli przestaną brać, to nie będzie rozpaczy, poświęcę resztki zimy leszczom i płociom. Bez spiny, sprzętu, po prostu lajtowe łowienie. 

To jedna z lepszych ryb ostatnich dni. Okolice 40tki. 


A tutaj sonarowe El Clasico ostatnich dni. 

Dla mnie osobiście ten sezon jest naprawdę udany, są ryby duże i bardzo duże, ale przede wszystkim są twarde dowody na to, że sonary live płoszą ryby. Miałem się tym zająć rok temu, jak pisałem dla Wiadomości Wędkarskich- nie żałuję, że zrezygnowałem, zamknąłem ten rozdział. Ciągle wolę pisać dla swoich sympatyków projektu Sonary i mapy to, co chcę - a nie to, co mogę dla gazety sponsorowanej. 


poniedziałek, 9 lutego 2026

Początek końca

 Dziś działo się, dużo pod lodem, na lodzie cisza- jak to w tygodniu. Widać już nadchodzącą wiosnę, widać w ruchu białorybu pod lodem- leszcze opanowały mój okoniowy fyrtel, widać to po szczupaku, który szczęśliwie nie odgryzł mi mini-viba z aliekspresu. Po ptactwie też widać, bo jest i wrzeszczy. 

Wczoraj była lipa totalna, miejscówka z naprawdę wielkimi okoniami zamknęła swe podwoje po sobotnim evencie kolegów. Nalatałem się wszystkiego ale wrócę tam, bo to w sumie nie jest daleko, woda z historią Wunderwaffe i do tego bardzo słabo opracowana. Będzie co robić jak zejdzie lód. 

Tytułem odreagowania wczorajszej lipy z rańca przyatakowałem na lokalną wodę. Przynętowo-mięsnie, dwie wędki do ochotki a jedna na ciężko z błystką i vibem na zmianę. Początek dobry, dość szybko wpada okoń 33-34cm i to daje nadzieję na dużo więcej. Było więcej ale leszczyków, które wpływały i dość pewnie zasysały robactwo z mormyszki. Po godzinie zabawy z nimi musiałem się rozgrzać i połazić, wtedy też ustrzeliłem tego szczupaczka. Zły byłem, bo ręce mokre, wyczepiacz został w aucie. Potem wyjeżdża leszcz dnia, który miał być bardzo zgrabnym okoniem ale po holu widać, że to nie ta liga jeśli chodzi o moc napędu u ryby :) Miałem chęć zabrać go ale w sumie to ostatnio wziąłem te trzy i realnie dość mi ryb tej zimy- na patelni. Od jutra zacznę sypać żarcie leszczom i płotkom przy północnym brzegu, w takiej odległości, bym koszykiem dorzucił jak przyjdzie na to czas wiosną. Może się coś uda z sensownego białorybu ustrzelić z lodowej tafli. Pęczak czeka, miks zanęt także. 

Prognozy są jednoznaczne- to już raczej koniec zimy. Na szczęście gruby lód pozwoli w miarę bezpiecznie działać przez najbliższe 2 tygodnie- o ile nie przyjdzie ciepły niż z silnymi deszczami, bo wtedy popłynie już szybko. 




sobota, 7 lutego 2026

Lód.

 Gruby jest, coraz grubszy. Na dużych mrozach jęczy powiększając gwałtownie swoją objętość, czasami aż go wysadza do góry. Bezpieczny- o ile lód może być bezpieczny. Dziś sciągnął masę obcych wędkarzy. Prostafferów firmy X z kolegami. Ci ludzie muszą coś złowić, by zdjęcie dla sponsorskich stron było - i tym sobie tłumaczę zbiegowisko po okrzyku "mam" latanie z telefonami wokół ryby, która swobodnie mieści się w jednej dłoni. Znak czasów. Mobilność, sprzęt podstawowy, elektronika wędkarska- coraz doskonalsze. Trudno już znaleźć spokojną wodę, może sam sobie zaszkodziłem zdjęciem mapy? Nie wiem.  Po ostatnich wypadach śmiem twierdzić, że te twarde medium dodatkowo zwiększa oddziaływanie echosond na ryby. Najbardziej na wodzie płytszej niż 6m.  Scenariusz jest bardzo klasyczny- ławica, ryby płyną sobie w stronę przetwornika, po czym niewidzialna ściana odbija je ok 4m od niego i zawracają. Nagrywałem to dziś wielokrotnie. Zmiana kąta wiązki nic nie daje. Może następnym razem okleję go nieco taśmą izolacyjną piankową, by przyciąć w ten sposób kąty wiązek. 

Ryby praktycznie nieaktywne. Ani żuk, ani mormyszka mała, duża, balansówka czy błystka nie były w stanie przez większość dnia ruszyć ryb. Mijały, wąchały, czasami otarły się o przynęty i to wszystko. Widzę, że ktoś w moja stronę idzie. Sztyca leży, pracuję mormyszką. Po chwili branie  i po raz kolejny szklak od Kawalca ładnie się zachował.  Sanki dobrze mnie maskują, robią za mini-parawan. Bez szans, by ktoś zobaczył. Ale to ojciec Damiana zrobił mi fotkę, ryba była ok 40cm, więc zwodowałem.  Chwilę pogadaliśmy. Poza tym tłum, hałas, pilarze. Ryby stanęły kompletnie. Kolejne stadka mijają przynętę, od czasu do czasu ruszę się z błystką/balansóką po okolicznych dziurach, by gnaty rozprostować. Pojemnik na ochotkę działa i jestem zeń zadowolony. Tak samo jak z tych piankowych nakolanników. 

    Zwijam się, wiercąc dziury w stronę auta. Kilka odczytów obławiam- bez reakcji. Mijam ze dwa szczupaki- ich nie chcę, szkoda przynęty. Pod brzegiem macha do mnie ręką jakiś człowiek. Ma łyżwy. Podchodzę i pytam się czy coś się stało a on pyta, czy zrobię mu fotkę, bo k.......a nie wiadomo ile lat trzeba będzie czekać na kolejny lód. Ale tak,żeby było łyżwy widać. 

Oklikałem go, przypomina mi się podobny znaczeniowo epizod- sprzed tygodnia. Ojciec z córką chodzą blisko brzegu i pytają się mnie czy lód gruby- no to ja zaraz wykręcę dziurę, to pan sobie zobaczy- Wie pan, bo córka się boi wejść. Ona nigdy nie chodziła po lodzie. 

Córka na oko może mieć 12-13 lat. 

I to najlepiej pokazuje jak zmienił się klimat. Statystycznie a nie epizodycznie, bo ja podobnie jak ten łyżwiarz dzisiejszy- obawiam się kiedy znowu taki lód będzie. Ale póki co niech trwa, bo robię swoje na nim :) Ta czapka wabi największe okonie :))

Najważniejsze, że poza chwilowym epizodem mokrych rąk po rybie - nie zmarzłem. Dziś bez "zbroi" podlodowej, czyli ciężkiego kombinezonu Frabilla. Komplet to pewnie 6-7kg waży a to prawie 10% mnie. Każdy dodatkowy kg spowalnia, krępuje ruchy. 



piątek, 6 lutego 2026

Odwilż

     Rano szybki zwiad w Olszewce- lodu na 40cm prawie, co najwyżej 4 dziury ręcznie 115mm kręcę i dalej nie ma siły. Zabrałem  tylko szpulkę i bezmotylki z ostatniego wypieku. Cienko było tam, ze 20 dziur wywinąłem. Ta nieszczęśliwa to pewnie 70cm wody pod skorupą- bo tam płytko. Z Markiem gadałem , drugą ręką grałem mormyszką i traach. Strzał ryby

- Kurcze branie

- No co ty

- Wędkę mi złamał

Widać szczytówka była jakoś uszkodzona, z pręta węglowego szlifowana. Ryba oczywiście spadła. Podejrzewam jazia normalnego, bo to było naprawdę mocne szarpnięcie i przez chwilę opór. Poszedłem do auta po bałałajkę  ale już nic się nie wydarzyło. Po drodze kupuję chleb i wpatruję się w inposta, bo ma ochotka dojść dziś

    Po południu pojawiło się okienko czasowe- jadę do miasta i obstawiam, że kupię ochotkę na miejscu. Tak i było, wziąłem co trzeba i na lód. 

W oddali kilka osób, ja idę w sprawdzony fyrtel. Ryby są tam gdzie ostatnio. Jakieś dziwne odczyty na echu widzę. Potem zrozumiałem, co się dzieje. Rozpoczyna się wzrost ciśnienia i ryby pozbywają się gazu z pęcherzy. Zjawisko masowe, nigdy dotąd nie widziałem tego tak długo. Ale też dawno nie latałem z livem po lodzie- pewnie 2018r. Ciekawa obserwacja ale trzeba coś powalczyć, bo widać dobre ryby. 

Zaczynam od balansówki- tradycyjne W5 BWR. Trafiam na dobrą dziurę- strzał i siedzi. Nie dałem mu popłakać i dość szybko wyciągnąłęm. Jest 40tka. Idę do sąsiedniej dziury- branie i spad, za słabe zacięcie, potem kilka puknięć i spokój. Ryby kręcą się ale nie chcą ewidentnie współpracować. Rozwijam ochotkówkę- zamówiłem sobie podlodówkę z pracowni. Powiedziałem wprost panu Kawalcowi, że choć sam sobie kręcę, to chciałbym porównać to z wędką robiona przez rodbuildera. Poprosiłem o taki kij, który na szklanym blanku nie będzie się zawijał w kółko i będzie czym tę rybę podnieść. Pod klasyczny kołowrotek. Zbyszek zaproponował design.....humminbirdowy. Ok, niech będzie.Blank 6lb cała akcja trwała 5 dni- tzn od zamówienia do odebrania przesyłki. Mormyszki lutowałem świeże, na muchowych hakach o szerokim łuku kolankowym, malowane na ochotkę. 

    







Po chwili jest kolejna ryba, trochę mniejsza. Kij ładnie ją trzyma- zgodnie ze swą szklaną naturą. Jest zapas mocy, by podciągać. Zamiast stałoszpulowca założyłem ruchomą szpulkę 13Fishing, żyłka 0,08. Okoń po chwili na lodzie, wezmę go bez żalu na kolację, bo jeszcze nie jadłem tej zimy okonia z patelni. Duży do wody wraca, mniejszy pojedzie ze mną.  Potrzebne jeszcze są dwa.....ale sprawy się komplikują. Ryby zamknęły pyski. Ktoś podjeżdża na łyżwach, oglądamy ryby, udaje się złowić kolejnego 40taka, któremu czujnie przeciąłem drogę balansówką. Wyczepiam i do wody. Szukam "kolacyjnego". Tracę dobrą rybę z mormyszką- źle zawiązałem i strzeliła żyłka. Zmieniam miejsce. Trafiam bliżej brzegu i znowu żółty Kawalec wygina się przyjemnie. Ryba na lodzie. Pod koniec dnia trafiam rozchodniaczka- taki 27cm. Akurat na trzeciego do patelni. 

Może jutro z rana jeszcze się tam pojawię, spodziewam się sporego ruchu i mogą być incydenty, bo echosonda, bo to bo sro. 

Robię wieczorem motylnicę- pojemnik na ochotkę na kolano. Zawsze chciałem taki mieć. Dwukomorowy, z kostki EVA dla amatorów jogi. Cięcie, wiercenie, szlifowanie i klejenie. Jutro zostaje tylko dociąć taśmę-gumę i zamocować zapięcie. W jednej komorze będzie ochotka, w drugiej przyrząd do pęczkowania i gumki wentylowe pocięte w cienkie krążki. Ochotkę odbieram po 18tej, bardzo drobna jest, słabej jakości. No ale jutro będzie od innego dostawcy, może będzie lepsza. Przepuszczam przez sito dwa razy, suszę i pakuję w papier toaletowy, na jutro będzie. W sumie, mając pęczkownicę - nie jest dla mnie istotny rozmiar larw. 

Z racji, że się mocno nastawiam na ryby jutrzejsze- pewnie będzie lipa, ale i tak pojadę. Fajnie jest tak połowić bez mrozu w palcach. Nakolanniki zabiorę, na klęcząco jest najwygodniej. Przebiorę graty, zostawię jedną wędulę do błystek i balansówek a dwie na lekko- do mięska żółta, a do żuczka jakiś Croix.

wtorek, 3 lutego 2026

Zimnica turbo

 Trzeba to przeczekać, na łowienie z ochotką za zimno, nic innego nie działa. Niezależnie czy echo jest, czy nie ma- rezultat ten sam. Obecnie zjazd ciśnienia, wiatr trudny do zniesienia w nasto stopniowych mrozach. Jutro może coś się wydarzyć, bo przełom pogody nadciąga i może okonie się obudzą z tego mroźnego letargu. W kanciapce porzeźbiłem tych żuków, jakieś kiwoczki i inne bibeloty. 

Lód coraz grubszy ale mnie to nie straszne- chiński świder do wkrętarki kręci jak zły. Dokupiłem noży do niego na zapas, baterię dużą 18V i teraz w zasadzie mam tyle dziur ile chcę, bo biorę małą baterię czyli ok 150 dziur można wykręcić fi 200 a to jest ogromna wygoda. Z ręki kręcić w lodzie 30cm- to nie ma szans na zbyt wiele poszukiwań ryb, a je trzeba nadal znalźć. Jakakolwiek echosonda pomaga, system Live- niedawno nazwany legalnym kłusownictwem jest świetnym rozwiązniem do poszukiwania ryb ale drogim i wymagającym sanek na sprzęt, bo jako całość- mało mobilne to się robi. 


To nie łoś, tylko człowiek z wielkim świdrem na ramieniu :) 



To najprawdopodobniej szczupak a przed nim balansówka. Piszę najprawdopodobniej ,bo nie było okazji poznać się bliżej. Live dostarcza informacji o zachowaniu ryb , bo i zwykła echosonda pokaże na jakiej są głębokości. Jeśli nie biorą- to choćby był na lodzie ekran 4K z najdroższym przetwornikiem Live- będą tylko brzydkie wyrazy a nie ryby i o tym trzeba pamiętać także ładując sprzęt na sanki. 

    Przynętową nowość dziś testowałem - chińskie mini viby, któe pracują w pionie jak cykada  ale nie odchodzą daleko i nie skakają rybom po głowach. W obecnej fazie zimy tym się mormyszuje- wprowadza w drgania przynęty, by kotwiczki wierzgały jak bezmotylki. Wezmę livesonar i poogladam sobie jak ryby na to reagują i spróbuję dobrać odpowiedną pracę do ich aktywności- ale to jak będą na chodzie. 
    Kolejna rzecz zrobiona to kotwiczka do białych robaków, którą dekoruję błystkę ale też i balansówkę. Raz, że zmniejsza to odskoki przynęty od dziury, dwa- mięso to mięso. Trochę z tym roboty ale mam wreszcie sporego rozmiaru kotwiczkę, która nie rozrywa zanadto robali. Chytrością jest wlutowana agrafka spinwala, która umożliwia szybkie dopięcie tej kotwiczki do każdej przynęty. 


U góry oryginał, w środku- zmniejszyłem trochę te lusterkowanie farbą w spray a na dole kotwiczka zlutowana z haczyków Hydra nr 12. 

Mam chęć wyskoczyć dziś raz jeszcze, ale wyłącznie z wędką do ochotki. Mam trochę larw jeszcze na chodzie, przygotuje pęczki w domu i wio do dziury. 


poniedziałek, 26 stycznia 2026

Środek zimy- trzeba zmian koncepcyjnych w łowieniu.

W sobotę dostaliśmy łupnia od ryb. Błystka nie chodzi, tak samo jak balansówka- w związku z tym trzeba było nalutować żuczków, kiełżyki już niedługo. Szykuje mi się przerwa operacyjna do soboty- przygotuję, co trzeba na drugą część zimy. Te są większe, zrobiłem też 10tkę mniejszych. Gdyby dostawca nadał przesyłkę z haczykami w piątek- stadko byłoby większe. Oprócz tego mormyszek większych też nalutuję- kulka 5,5mm i adekwatny haczyk, bo mięso to mięso na haczyku. 



sobota, 17 stycznia 2026

Rozchodniaczek.

 Dzisiejszy wyjazd był tzw. misyjny- woda bez dostępu łodziowego, prywatna w zasadzie.Pożwirowe wyrobisko z czasów pruskich, w którym znajomy geodeta coś wytropił. To coś można sprawdzić na lodzie za pomocą elektroniki, tj. tryb perspektywiczny obrazowania live. W moim przypadku -sprzęt od Humminbirda-Megalive2. Wymaga on użycia świdra 200mm, nic nie da wiercenie na lornetke, po prostu perspektywiczne ułożenie przetwornika znacznie go powiększa, nie idzie inaczej. 

Kawał drogi od domu ale województwa nie zmieniłem, dokulaliśmy się przed 10tą na taflę, był ktoś już tam. Aura niezbyt zachęcająca, wiatr, wilgotne powietrze, ale prognoza obiecująca słonko. Szybkie namierzenie obiektu i jest. Tryb Landscape pokazuje tory kolejki, duże koło- pewnie jakaś wciągarka będąca napędem dla wózków. Konstrukcja dość wysoka, rzuca wyraźny cień za nią.





Takie ciekawostki plus tory kolejki "żwirowej" tam pozostały. Woda zacna, chłopaki -moi gospodarze pokazywali niezłe ryby w paski z wiosny i wczesnej jesieni. Dlatego była dodatkowa przynęta dla mnie, by tam się pojawić

Obiecujące miejscówki były puste, zaordynowałem kierunek pod brzeg i tam pod lodem pływało duże stado drobnicy a przy nim uwijały się okonie, tzn Okonie. Ryby naprawdę duże. Staliśmy i gapiliśmy się w ekran patrząc co one tam wyrabiają i jak ganiają tą drobnicę. Takie sceny myśliwskie podlodowych okoni. Dowierciliśmy dziur wokół zgrupowania ryb i po prostu zaczęło się czekanie na okonie bo one były strasznie mobilne, tj. wpływały i wypływały z widoku w ciągu chwili. Kwestią szczęścia było, pod kim przepłyną  i czy uda się zagrać przynętą na ich trasie. 

Mi udało się podnieść na rozgrzewkę wymiarka, ale to co pływało i rozganiało białoryb było znacznie większe. Strzelił mi niezły w balansówkę ale zaplątał się w kable i spadł. Oceniam go na 30 z plusem. 

No nic, bywa. Po pół godzinie przepłyneły pode mną te pasiaste wilki i jednemu z nich blaszkę udanie zaprezentowałem- dobrze powoził kijem, była muzyka hamulca. Mierzymy- bo miarkę zabrałem i jest 42cm z małym okładem. Po prostu statystyka zadziałała- trzy dziury z przynętami, bo i nas trzech łowiło, akurat ja miałem szczęście tym razem. 

Jak jest fotograf obok, to można popajacować do zdjęcia :)

Kolejne nawroty okoni nie dają brań, pływają, ale zupełnie nie interesują się przynętą. Sprawdzam czas- jest po 11tej, czyli koniec żerowania "na pierwszą zmianę" Drobnica nam ucieka, trochę czasu szukamy jej, bo skoro okonie trzymają się rybek, trzeba być blisko. 
    Cisza na lodzie, wiatr także uspokoił się, słońce wychyla się zza chmur. Idziemy z Markiem powiercić dziur i sprawdzić, gdzie kończą się podwodne tory. Znajdujemy fundament jakiegoś budyneczku, który wygląda jak wychodek ale to raczej budka od sterowania wyciągiem wózkowym do żwiru. Tak przynajmniej sobie to tłumaczymy. Jest po 13tej ostatnia seria dziur- cisza, sprawdzamy głęboczek, są ryby ale te największe to szczupaki, więc nie ma sensu się z nimi szarpać. 
- To co rozchodniaczka jeszcze wiercimy? 
-Dawaj. 
Dziur powstało w sumie trzy, zapuszczam przetwornik do pierwszej i widzę parkę sporych ryb bardzo blisko, które płyną w stronę przetwornika. Marek wędkę odłożył już dobrą chwilę wcześniej, ja złapałem pierwszą z brzegu swoją, wyplątałem przynętę i do dziury. Ledwie zdążyłem, ryby były pod samym przetwornikiem i po drugim podbiciu zaczęła się gorąca jazda. Kij ładnie wygięty, hamulczyk oddawał raz za razem rybie, którą określiłem na większą niż tą, co miałem przed południem. Wyciągam pewnym chwytem za karczych- mówię- To jest coś, to jest coś! 45ma. Miał, nawet z okładem niewielkim. 
Balansówka 5cm z kotwiczką o żółto-czerwonym akcencie dała tę rybę. StCroix M ładnie przetestowany i zaczynamy się lubić :)
Seria fotek i wodujemy karpia w paski, niech rośnie..
-K....a, ale rozchodniaczek! śmiejemy się wszyscy. Marek powiedział wprost że nie boli go , że mu przyjechałem na dzielnię i ryby połowiłem bo chodziło o sprawdzenie obiektów i zweryfikowanie, jak tam z okoniami jest tymi dużymi. Są, moim zdaniem jest potencjał na rybę z 5tką na przedzie ale pojedyncze sztuki. Sporo chodzenia i loteryjność łowienia. 
Z elektroniką jest dużo łatwiej ale najważniejsze jest to, że poznajemy jak ryby reagują/nie reagują i czasami uda się zmodyfikować pracę/przynętę tak, by nastąpił atak. Czy bez live złowiłbym te ryby? Szczerze powiedziawszy- pierwszą tak, bo było to łowienie z dziury po prostu a one przypłyneły a drugą- nie, bo tu widziałem jak napływają i przeciąłem im drogę przynętą zatrzymując na odpowiedniej głębokości. Dlatego ważne jest poukładanie sobie w głowie, by uważać z tym co i ile zabieramy, bo na lodzie w dobie rozwoju techniki poszukiwania ryb- jest łatwiej niż kiedykolwiek. Nadal trzeba znać przybliżoną lokalizację ryb, umieć dobrać i poprowadzić przynętę ale w większości sytuacji echosonda z systemem live znacznie zwiększa szanse na udany połów. 
Ja najbardziej cieszę się z nagrywek, które pokazały "działanie" stada okoni, godzina materiału, który muszę przebrać i opracować i zobaczycie epizody z tego w kolejnej wrzutce na kanał podlodowy. 
Zimo trwaj :) 





 

środa, 14 stycznia 2026

Podlodowy Vlog#2

 Lodu dziś pełno ale pod nogami, strach jechać, o żadnych rybach nie ma mowy u minie do soboty. Parę słów o przynętach na drugą cześć sezonu. 



poniedziałek, 12 stycznia 2026

Z okoniem coraz gorzej u mnie, tj. pogoda rozdaje karty.

Nie, nie wszystkie zostały zjedzone przez ludzi i kormorany, miejsca dają okonie od nastu lat. Ani na płytkim, ani na głębokim, po prostu jakby zapadły się pod ziemię Czytanie z tego co widzę-przestaje być modne i tutaj, może to tak będę robił? Co myślicie?

niedziela, 11 stycznia 2026

Wędkarska lipa aż piszczy!

         Dzień na lodzie ciekawy ale nie w kategoriach wędkarskich. Nowa-stara woda, świeży niepokłuty lód- obiecywały naprawdę sporo. Na obietnicach się skończyło. Za to testowo-sprzętowo bardzo fajnie. Nie dojechał jedynie świder 200mm, bym mógł bez gimnastyki utopić przetwornik obrazowania w czasie rzeczywistym od Humminbirda- MegaLive2. W piątek udało się skończyć nosidło do ekranu i wędek i za wyspawanie aluminiowego korpusu dziękuję Amonboats z Chojnic. Teraz w zasadzie mogę nawet z tym chodzić bez sanek, jest odczuwalnie lżej niż w pierwotnej wersji tego nosidła. 

Nosidło do wędek, baterii i ekranu.
Generalnie chodzi o to, by nie schylać się do tego zbytnio- stąd długa rączka, przenosić tam także wędki- stąd te trzy rurki. Dodałem gniazdo USB do ładowania telefonu i jest to już bardzo spoko. Niuans od spodu taki- są nóżki, bo bez nich ciężko to ustawić na zaśmieconym śryzem lodzie. Ekrany echosond mogę tu podpinać różne, miejsca jest sporo. Wymiary skrzynki to 250x300mm.  Do środka zmieści się trochę pudełek, przetwornik podlodowy tradycyjnego typu no i można maszerować. 

Lornetka

Nie, nie chcę podglądać innych podlodowych łowców, ptactwa czy krajobrazu. Nie po to człowiek czekał na ten lód jak na wygraną na loterii :) 



Świder mam stosunkowo niewielkiej średnicy- 115mm, więc taki sumaryczny otwór nie jest niebezpieczny dla postronnych, by wpaść doń. Znam przepisy ale chwilowo nie będę ich przestrzegał, w poniedziałek przyjedzie dwuseta i dylematy moralne miną a zostaną zakwasy. 
Lipa z rybami straszna była, 5 palczaków się przyczepiło, miejscówki sprawdzone, przynęty -też. Po prostu nie chciały. W nocy ma spaść śnieg, więc zmiana pogody i tym sobie tłumaczę pustynię. Inna sprawa, że nie mogłem w ogóle ryb znaleźć. Chodziliśmy z Jarkiem klasycznie- na blatach i wypłycenich do 7m, a może trzeba było szukać głębiej?

Telemetria. 
To mapy różnego rodzaju, które robiłem kilka lat temu tam. U góry zwykłe izobaty, które oddają kształt wypłycenia, oczywiście głębokość. Dolny obrazek łączy dane głębokościowe z nakładką sonaru bocznego- realnego obrazu dna. To natura maluje takie mozaiki twardego i miękkiego dna, to ryby tworzą tam sobie gniazda tarłowe na późną wiosnę oraz patrolują w poszukiwaniu jedzonka. Dlatego jestem fanem tego typu danych, zabieram je do aplikacji w smartfonie i maszeruję po lodzie tak, jakbym chodził po dnie zbiornika. 


Kijek (mam nadzieję ostatni) przetestowałem, udało mi się znaleźć interesującego mnie Croixa w klasie M, pod błystkę i balansówkę 5cm jak znalazł. Co prawda nie zanosi się na jakąś długą zimę, ale niech żywi nie tracą nadziei. 

    Wyjazd generalnie udany ale nie wędkarsko i dziś dość szybko było wiadomo że nie będzie wędkarsko,  w pewnym momencie zapytałem go , ile ma lat. - Bo wiesz, my mamy w sumie 104lata a cieszymy się tym jak mali chłopcy.....
    Końcówka wyjazdu to już moje nagrywki, bo ryby absolutnie zastrajkowały. Przyjazd do domu się opóźnił, bo Zafira kolegi nie była w stanie podjechać pod górę i zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Kupiłem linę holowniczą w Orlenie i wróciłem po niego. 
Także przerabiając powiedzonko młodzieżowe - na przypale i ryb wcale......ale i tak było fajnie w ten słoneczny dzionek. 


czwartek, 8 stycznia 2026

Kiedy na te ryby?

 Kiedy będzie lód. To najważniejszy truizm. 

Realnie rzecz biorąc ja, całkowicie subiektywnie nie oczekuję rezultatów przy ciśnieniu powyżej 1025hpa dla okoni, nie jeżdżę wręcz w sytuacjach powyże 1030hpa. 

Kiedy zatem?

Jeśli mam możliwość wyboru to staram się być wtedy: 


to tak zwany skraj ciśnienia, ostatki przed zmianą pogody. Ryby "wiedzą" o tym dużo wcześniej niż my i są aktywne. To nie są wyłącznie moje obserwacje a znane zjawisko i warto zaplanować sobie wyprawę jeśli mamy swobodę czasową. 

Pory dnia. 

Nie wiem jak u Was ale u mnie to dość schematyczne jest, okonie odpalają na dwie zmiany z zauważalną przerwą. 8-11 to pierwszy pik brań, 14-16 drugi, przy czym drugi nie jest tak dobry jak pierwszy zazwyczaj. To dość spektakularne zjawisko, bo wielokrotnie z kolegami doświadczaliśmy go na lodzie i wyglądało to tak, jakby ktoś wyłączył światło pod lodem i ryby oślepły. Zanik brań na całym zbiorniku ok. 11tej. Druga zmiana cyzli po 14tej jest mniej efektywna, ciemniej się robi ale za to można się obłowić intesnywnie żerującymi średniakami. 

Miejsca

Ja szukam ryb na blatach o twardym dnie, które to namierzam latem echosondą i przygotowuję odpowiednią mapę. Kanty, zejścia ostre na głębine są również ważne- na początku sezonu zwłaszcza. W głuchozimiu- nie mam klucza do ryb, żerują mniej i rzadziej, głębsze blaty w pobliżu większych głębin są tym co szukam. Ralistycznie-bazuję na lokacjach sprawdzonych od lat. Sezon jest króciutki i szkoda mi szukać, gdy chcę coś sensownego złowić. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Zimno!

 O 8mej -12 na liczniku, księżyc wysoko na niebie. One tego nie lubią. Miało być lepiej i było ale ciągle daleko od tego, co chciałoby się wyrzeźbić. 

Dziś już ze świdrem na ramieniu, wędka na lekko dodana do arsenału, kieszonkowe echo tak na wszelki wypadek, drugi stary smartfon mapą sonaru bocznego tej wody. 

Wytyczam sobie szlak wzdłuż spadu, twardego dna, płytko raczej- robię dwa szeregi dziur. 

To mapa sonaru bocznego "zamknięta" w smartfonie, w aplikacji LocusMaps.  Wyraźnie widać jaśniejsze obszary dna- to twarde dno gdzie sygnał odbija się mocniej.  Okonie generalnie lubią wypłycenia o twardym dnie. Ja też :)


To mapa sonaru bocznego "zamknięta" w smartfonie, w aplikacji LocusMaps
Wyraźnie widać jaśniejsze obszary dna- to twarde dno gdzie sygnał odbija się mocniej. 
Okonie generalnie lubią wypłycenia o twardym dnie. Ja też :)  


Z pierwszej dziury wyjeżdża dobra ryba, taki 32-34cm pasiak na tradycyjną balansówkę rapalkę 5 BWR. 



Zaczynam się bać, bo jestem przesądny :) tzn syndrom pierwszej ryby z pierwszego rzutu......i cholera tak jest ! Kolejnych 30 dziur na pusto, odpalam echo i podskakujące kreseczki flashera pokazują pustkę. Mijam lokalnego wędkarza, który dopiero co zaczyna. Idę głębiej, dla pewności zakładam błystkę, bo może wolą na błyszcząco? Nie, nie wolą. Zimno w ręce się robi, krążenie z wiekiem mi siada, grzałki odpalone ale one w rękawicach a palce marzną niemożebnie. Trochę gimnastyki, ugniatania, rozgrzewania i mogę dalej łowić. Kolejna seria dziur tak na 5metrze, jakiś palczak się uczepił. Jarek się pojawia, rozmawiamy ustalamy plan działania a ten brzmi-idziemy na płytkie, 10m od siebie- by szybciej znaleźć ewentualne ryby. Plan dobry ale ryby nie współpracują. Idziemy na drugi brzeg, tzw. bankowe miejsce z ostatnich lat. Wypłycenie daleko wychodzące w wodę, stare gniazda sandaczowe w tle. 

Kolejne wypłycenie , dość szeroki blat 3-4m. 


        Lecą serie dziur, kombinowanie z przynętami, echo schowane, bo szkoda na nie czasu, wolę obłowić kilka dziur więcej. Ryb nie ma stacjonarnych, spodziewam się jak w minonych latach wpłynięcia pojedynczych sztuk i łowienie ich radnomowo- tj. jak przetniesz mu drogę przynętą, to go złowisz. Jarek walczy, kombinuje z cykadkami ale wraca do błystki, wcześniej podniósł takiego 25cm. 
Oddalam się na głębszą wodę, kątem oka widzę, że jego wędka przyjemnie się wygina. Jest niezła ryba. Po chwili jest na lodzie, nie mamy miarki, przykładamy ją do buta Jarkowego i tak organoleptycznie 32-33cm. Seria zdjęć i ryba zwodowana. Rozwijam wędkę na lekko, mała błystka ołowianka i po prostu kolejne dziury sprawdzam. Coś prostuje kiwok, tnę i ładnie to się zaczyna. Żyłka 0,14 nie pozwala poszaleć i chwilę to trwa zanim mój jegomość wyjeżdża z przerębla. Fajny jest, ciut brakuje mu do 40ki ale to nieistotne. 
Ryba dnia :) 





Kolejna seria zdjęć, kolejna ryba zwodowana. Czekamy na więcej ale........nie dziś. Ryby były przypadkowe, wpływające w światło przerębla i tylko szczęście zadecydowało, że akurat była w nim błystka. Plan jest zatem taki, że kolejno ponawiamy obławianie dziurek tych co są ,bez hałasowania już nowymi. Będzie, co będzie
Dobra godzina ciszy, ludzi na lodzie coraz więcej, my zwijamy się, bo obiecałem być w domu wcześnie. Słońce piękne, aż za ciepło tam było w tej zatoce. Może zbyt jasno? Nie wiem. Wiem jedno, że dzień na rybach jest zawsze piękny, tutaj piękny poranek, zgrabne ryby i dobre towarzystwo do pogadania i połowienia. 
        Mapy sonaru bocznego pokazał kolejny raz swój pazurek. To na lodzie jest gamechanger, izobaty są nieistotne praktycznie, dlatego co roku dorabiam kilka jezior w ten sposób, by je mieć w kieszeni na taką okazje. Oby tej zimy było jak najdłużej, to powalczymy i zmontowałem sobie przenośny zestaw Live obrazowania na bazie Humminbirda Xplore i MegaLive2. Niech trochę jeszcze zaczeka, na sanki będzie jak znalazł. Póki co wolę mobilność, obławianie wielu dziur aniżeli stacjonarne pilnowanie przetwornika. Tyle że ta technologia pozwoliłaby takich pojedyńczych pasiastych zbójów dostrzegać z daleka- a to kusząca perspektywa.......
Live na lodzie to bajer ale ma to swoją wagę i cenę. 



niedziela, 4 stycznia 2026

I sezonik otwarty

 Sezonik to zdrobnienie od sezonu. Prognozy są raczej jednoznaczne, obecny atak zimy to co najwyżej do połowy tygodnia a potem odwilż. Natomiast cieszę się, że  w ogóle spacer po twardej wodzie zaliczony. 

Zaskakujące jest to, jak gruby jest tam lód, bo ja pracowałem dziś świdrem i sądząc po obrotach - 10cm musi być litej skorupy. Zabrałem się z Markiem i jego kompanami, więc silny skład a na miejscu w oddali jeszcze ze 3 skulone postacie. Bezpieczniej zatem i nawet nie wyciągałem kolców podlodowych. 

Tu tego nie widać ale dolina jest głęboka. 

Zdziwienie grubością skorupy można jakoś wyjaśnić tym, co za moment pokażę na fotkach. Jezioro jest przepływowym zbiornikiem, rozpościera się na dnie dość głębokiej doliny jak na moją część kraju. I moja teoria jest taka, że osłonięcie przed wiatrem a przede wszystkim napełnienie się takiej doliny zimnym powietrzem powoduje szybsze zamarzanie jeziora. 

Tu lepiej widać skarpę brzegową 




Bez strachu zaczęliśmy obrabiać najbardziej perspektywiczne miejsce tej wody, kolegom coś wychodziło z dziur, u mnie bieda. Łowiłem standardowo jak na mnie- balansówki rapalki 5cm. I gdybym nie zmienił na blaszkę czy na rapalkę 3cm to pewnie niczego normalnej wielkości bym nie ułowił. Pytanie dlaczego? jest otwarte. Michał mówił że nie złowił tu na balansówki nic, Marek to samo. Upierałem się przez pierwszą godzinę, potem dorónałem i przynętowo, i okonkowo- ale na zwykłą błysteczkę z chwostem. Pod koniec wypadu złowiłem okonia, którego wyciągnąłem wraz z cudzą żyłką i błystką podlodową- a na 100% nikt w tym roku tam nie kuł lodu. Dziwna historia, po raz pierwszy wróciłem do domu z przynętami w większej ilości niż wyjechałem :) 

Odgrzebałem rapalki W3 i na kolor naturalnego okonia wydłubałem kilka rybek. To nie jest kwestia balansówek tylko dobrania ich wielkości i koloru do temperamentu ryb. A te dziś były leniwe wyjątkowo. Pojedyncze ryby z dziury, chyba tylko dwa razy chłopacy mieli po kilka niedużych sztuk z dziury. Najwięcej narobił się Marek, ładnie mu siadały. U mnie zdecydowanie mniej ale treściwiej, przy czym dziś oznaczało to 25cm podskakującego pasiaka. I generalnie to by było na tyle dziś. Sztukowo kilka-kilkanaście, nieistotne. Ale jutro-pojutrze też się tam wybiorę , tym razem na popołudniówkę. Wezmę wędkę do żuka i jakieś bezmotylki też. Ochotkę zamówię, powinna być w środę- o ile jest na alle-sklepach. 

Pewnie ten i następny tydzień "lodowy" a potem trzeba będzie pomyśleć o wyprawie na szczecińską Odrę ale to już łodziowo-ekranowo. 

Sama woda ciekawa,  szybko zamarzająca i obiecałem sobie pojawić się tam wiosną, by zrobić dokładną batymetrię z obrazem dna sonaru bocznego- będzie jak znalazł. 

Dzisiejszy Max :)