Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne historie.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne historie.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 listopada 2018

To co, zaczynamy??

Marek już przebiera nogami, ja jeszcze nie czuję klimatu. Ciągłe zagonienie, do tego wyszły sprawy zdrowia. Mam nadzieję, że stawię się z wami na lodzie- o ile on nastąpi. Ferie mam tym razem szybko, bo od 14 I a tu może nie być po czym chodzić.
Tak czy owak spodziewam się zimy za 2 miesiące, może trochę później.  Gryzę się, czy nie wziąć kieszonkowego echa z USA - w imię mobilności.
Wyleczyłem się troche z map mozajkowych, bo okazało się, że moje wody są strasznie monotonne , aż szkoda pływać po raz kolejny po nich. Może zdążę zrobić klasycznie jeszcze ze dwie małe wody, po jednej obiecuję sobie sporo, płytka jest, może bezmotylka tam zagra..
W międzyczasie zmieniłem echo i aku do pływania, fest maszyny no i próbuję pływać za sandaczem,
Do tego w wakacje stałem się inżynierem, zrobiłem sterowanie linkowe do pontonu, kierownicę z koła od kosiarki, kupiłem rozbity silniczek minnkoty i poskładałem elektrykę w nim.
Grube Do it Yourself z tego wyszło. Owik pewnie by się ucieszył , gdyby zobaczył.
Zacząłem się zastanawiać nad blogiem drugim, nawet nazwę już wymyśliłem, na szczęście przeszło mi.....




Tutaj w bogatej kompletacji, z daszkiem przeciwsłonecznym. Idealny lekki pojazd zwiadowczy do mapowania. Niestety, niezbyt wygodny do ustawiania na wodzie, trzeba wejść do wody  a to na zimnicy niepraktyczne.

Tutaj wczesny prototyp  maszynki sterowej na konstrukcji z rurek kanalizacyjnych pcv.....



Sprzęt wywoływał żywiołowe zainteresowanie na lokalnych jeziorach, sprawdził się, jest wygodny,ale wyspecjalizowany do mapowania/rekreacji.
Do łowienia na dużej dętce też zrobiłem pewne przeróbki- mogę wygodnie mapować i wędkować. 



środa, 21 lutego 2018

Poważna zima- poważne łowienie??

Niby ma przyjść mocne ochłodzenie, coponiektórzy w mediach panikują, że ostra zima......OCB, w lutym ostra zima to norma była.......Nieważne.
 Ważne jest to,że będę mógł na góry wejść okoniowe. Nie byłem ani razu, tamtejsze garby kuszą.....Wolę złowić 5 ryb na 30 z duużym plusem, aniżeli 50 dwudziestaków... Uzupełniłem zapasy rapalek, jutro przywiozą fluorocarbon grubszy. Minimum 0,25mm, drugi 0,33. Wtedy to ja mogę zagrać jak chcę, ryby i tak nie dojrzą tej żyłki. Fakt, opad się przedłuża, ale niekiedy o to właśnie chodzi.
Plan na piątek- balansówka i bałda. Ochotka mi się skończyła, w lokalnych sklepach brak. Kichać to. Oczywiście flasher biorę w drogę. Odpuszczam czorty i inne bezmotylki. Tam jest za głęboko. Nie doczekam się.
Odezwę się w piątek.

Powodzenia walczącym, nie ma lekko. Oksy pyski pozamykały, znajomi dłubią "takie pod 20" albo siedzą na płotkach.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dzisiaj nie będzie o rybach..........

Cześć.
Bardzo nietypowo, może trochę nachalnie, ale podzielę  się z Wami tym co spotkało moją miejscowość - jak i inne sąsiednie. Żeby nie było, nie proszę o pomoc, współczucie. Chcę tylko pokazać jak mało znaczymy wobec żywiołu, ile można stracić w ciągu kwadransa piątkowej nocy i jak to jest z systemem, który ponoć zadziałał.
W telegraficznym skrócie:
piątek 11.08
 - cały dzień: mówię, że przypie......doli coś grubego, nie ma czym oddychać, wieczorem 27 stopni  w cieniu
21.45. Zaczyna się dyskoteka na niebie, bow cośtam - jak piszą na internetach później. Energetyka prewencyjnie wyłącza prąd. Siedzimy przy świeczce z Wiolettą.
22.30 - zbieramy się do spania no i się zaczyna - hałas nie do opisania, szum zagłuszający wszystko. Przez dachowe okna widzę latające dachówki, które..krzeszą iskry. Uciekamy na parter, w międzyczasie potop - woda wlewa się przez zamknięte okna.... grad, ulewa, wyładowania w górnych warstwach atmosfery.
Zalewa nas - woda tryska z okien jak z ogrodowego węża, wciskam ręczniki na parapety, żeby osłabić napływ do pokoi. Zalewa całą podłogę, zniszczone okolice okien dachowych to kolejne źródła potopu. Woda leje się żyrandolem na piętrze - zalało cały strop poddasza.....
Szufelkami, ręcznikami , wybieramy z Wiolettą ok. 200l wody.....Burza się oddala. Widzę, że wokół drzew nie ma, że straty są duże. Wybiegam boso na podwórko z latarką - włażę na odłamek dachówki- boli jak cholera,ale nic to.
23.00 We wsi pojawiają się błyski latarek, idziemy zobaczyć, co zostało ze wsi. Ojciec mówi, że chlewnia nie ma dachu i całej kondygnacji..




Obora wygląda jak po bombardowaniu....

U sąsiadów nie jest lepiej - uszkodzone/zerwane dachy straszą  żebrami krokwi wywalonymi na słońce....





Młodemu rolnikowi - Bogdanowi, latajace z dachu eternitowe noże przebijają opony w kombajnie, którego nie zdążył zagarażować - garaż obecnie nadaje się tylko do rozbiórki- nie miał wieńca, szczyty przewrócone, mury wciągnięte.....



Mnie w sumie potraktowało ulgowo - zniszczone 1/4 pokrycia jednej połaci dachu, zalany dom. Za to gospodarczy cały, samochody były w środku, co nie zawsze jest regułą....

Jeszcze w piątkową noc nagrywam się na 998 z prośbą o zabezpieczenie budynku...Ludzie łażą bez sensu po wiosce, oglądają cudze zniszczenia zamiast zadbać o własną d...pę. Słabe to trochę i będzie miało skutki już następnego dnia.

Sobota
Siora z Ostródy wpada na genialny pomysł- szwagier kupuje w castoramie bydgoskiej 2 agregaty - ostatnie z wystawki. Plandeki, liny, przedłużacze, bańki na benzynę....Jest tylko jedno ale - nie ma do nas dojazdu- zwały na szosie, po kilkadziesiąt zwalonych drzew, leżące na jezdni liny trakcji średniego napięcia( te wielkie kratownicowe słupy). Dojazd szosą kończy się kilometr od nas, szwagier ładuje się na pobocze. Kontakt tylko sms, stacje bazowe nie działają, jeszcze rano doznaję chwilowego olśnienia i przerzucam kartę sim ze smartfona do starego samsunga solida- mam zasięg!, nawet czasami mogę się dodzwonić........ Przebijamy się z ojcem polami jadąc jego starym ursusem c330. Dość emocjonująca sprawa, bo to wersja mocno podstawowa, kabrio i bez oświetlenia, o papierach jakowyś nie wspomnę. Uspokajam go, że skoro nie można dojechać do nas, to policji na pewno nie ma.....
Mamy agregaty i benzynę, robimy sieci zasilania, wpinam telefon, bo bateria zdycha.  Dzwonię do wójta, dostaję polecenie objazdu ludzi i określenia ilości uszkodzonych/zniszczonych budynków.
We wsi drzewa leżą, trzeba się ładować polami. To nie jest śmieszne, bo kilka godzin wcześniej traktory grzęzną - nie wiem ile litrów spadło na m2, patrząc później na przybór wody w stawiku, sądzę że powyżej 100 l/m2.
Statystyka wypada porażająco: w całej wsi tylko 2 gospodarstwa domowe nie ucierpiały. Pozostali mają duże bądź bardzo duże zniszczenia....
Około południa przyjeżdzają strażacy. bo dostali wezwanie. Proszę o oplandekowanie domu, pytają czy mam plandekę, bo oni nic nie mają prócz chęci do pomocy. Na szczęście chomik jestem i mam coś takiego, co choć pół dachu osłoni. Wiatr bardzo przeszkadza, mają tylko jedną drabine, nie możemy przełożyć ciężkiej plandeki przez kalenicę. Pomagam wędką - batem - niestety, to ostania jego przygoda.....
Sąsiedzi wnerwieni, bo strażacy nie chcą im pomóc - nie otrzymali wezwania, a system jest ściśle określony...Mówiliśmy z Wioletą w piątkową noc, by wzywali straż - ale szok po katakliźmie lub ciekawość strat i zniszczeń odebrała niektórym zdolność myślenia i przewidywania.
    Około 16tej strażacy przebijają się do nas, zawożę do UG zbiorówkę ze stratami. na 20 mają być u wojewody......
Zaglądam do rodziców, szwagier z siostrą już działają, ojciec jedzie pomóc w wywózce drewna z zakorkowanej drogi. Pech, że drzewa należą do Lasów Państwowych - ale o tym później.
Póki co przenosimy zboże na dom mój rodzinny, zalało mi bobik i łubin dla leszczy, zabieram go i będę suszył u siebie na poddaszu gospodarczego.
Nawet nie pamiętam, kiedy zasnąłem, padam z nóg, bardzo dużo się dzieje, nie dość że trzeba ratować własną d... to jeszcze rodzice potrzebują pomocy i muszę myśleć o moich sąsiadach. W końcu jestem ich wodzem ;)
Niedziela.
Rano, o dziwo mam internet. Sławek pyta w mailu, czy żyjemy, bo to co widział, nie miało dotąd miejsca w historii radarów pogodowych....Front atm. zazwyczaj jest linią chmur, poziomą, pionową - to co nas zmiotło, było okrągłe i miało w środku dziurę - czyli rodzaj cyklonu, albo coś w tym typie.
Prędkości wiatru podawano od 150 km/h, ale taki wiatr nie porwie traktora, kombajnu a wiem już o kilku takich przypadkach w promieniu 10km ode mnie. Ja obstawiam że porywy dochodziły do 200km/h. może uda się kiedyś to jeszcze sprawdzić.
Idę do roboty u rodziców, wiem co spotkało sąsiadów, ale poza współczuciem nie mam dla nich nic.
Gmina milczy, wojewoda też(stan klęski żywiołowej &CO)
Ludzie zarobieni, pomagają sobie jak mogą, wymieniaja się płytami eternitowymi - jak komuś pasuje ta fala niska/wysoka, 
Pada zapowiedź pomocy finansowej do 6 tys zł na dom, wydzielanej przez lokalny GOPS, z pieniedzy od wojewody(1,2mln) Dowiaduję się, że w mojej gminie uszkodzonych jest ponad 350 domów, a cała gmina liczy 5000 głów..Masakra.
W wielkim świecie brak jakiegokolwiek info o katakliźmie. Cisza. Warszawka się bawi, odpoczywa, wszak długi będzie ten weekend....

W poniedziałek pojawiają się pracownicy GOPS, wypytuję o skalę zniszczeń w gminie, spisują protokół i w zasadzie to wszystko. Nie ma decyzji wojewody, cisza w eterze, całość pomocy ma na sobie UG i straż pożarna.

We wtorek rano w internecie pojawiają się pierwsze artykuły o klęsce, prośby o pomoc. Wielcy tego świata docierają do kilku lokalnych miejscowości, jest spotkanie sztabu antykryzysowego.....nic dla nas z tego nie wynika. Brak decyzji wojewody, samorząd lokalny ma za mało ludzi jak na taki kataklizm, W mediach bohaterem staje się sołtys Rytla.
Nie wiem jak to jest, ale jak to Sławek powiedział, wydaje się że chciano przyoszczędzić na nas, ale później względy PR-owe przeważyły, padają kolejne obietnice pomocy......
Ludzie pytają mnie na sołectwie - kiedy będą rzeczoznawcy, co z pomocą, kiedy, ile, jak.....jest mi cholernie głupio, że nie znam odpowiedzi nawet na część z tych pytań....Będą, przyjdą, nie zapomną....

Kolejne dni

Zlały mi się jakoś nie pamiętam szczegółów, poza tym, że nie ogłoszą stanu klęski. Nie interesują mnie polityczne przepychanki mejdżersów z pierwszych stron gazet, ja chcę pomóc swoim ludziom, za bardzo nie mam jak.
Kontaktuję się z GaGackiem, który wraca z urlopu, przejeżdża niedaleko, nie chce robić kłopotu, wzruszył mnie chłopak ofertą pomocy...Walczymy dalej.
Sławek doradza mi jak poradzić sobie z prądem z agregatu, który jest mało strawny dla elektroniki pokładowej gospodarstwa. Udaje mi się wpiąć piec co, mam ciepłą wodę, a wszystko dzięki staremu, ruskiemu stabilizatorowi napięcia, który pozwolił odpalić elektronikę pieca z podajnikiem.Umyć się w ciepłej wodzie to jest coś!
Wstępna rozmowa z dekarzem, pomoże, ale z dachówką jest kłopot ,jak zorganizuję, mam dać znać.
Na szczęście mam polisy na dom, rzeczoznawca ma być 24.08 Do tego czasu nie ruszam nic, tylko wietrzę. Wychodzę z założenia, że im gorzej będzie wyglądać, tym lepiej dla mnie.
Kolejne objazdy i komunikaty dla ludzi na rzecz zarządzania antykryzysowego. Pojawiają się pierwsze dostawy pomocy humanitarnej, rzeczowej.
W międzyczasie po okolicznych wioskach grasują spekulanci z agregatami, ja bym albo wezwał policję, albo spuścił im łomot- przez nieznanych sprawców oczywiście.
W środę piszę maila do Lokalnej gazety  z prośbą o przyjęcie rezygnacji z mego udziału w plebiscycie Sołtys Roku 2017, nie wiem kto mnie tam zgłosił i jaki miał cel. W każdym razie wymalowałem pisemko, w którym wyjaśniłem że w warunkach klęski, która nas spotkała nie czuję się w niczym lepszy od moich kolegów sołtysów, poprosiłem o usunięcie kandydatury, co zostało przyjęte. 
Gospodarstwo rodziców w miarę obrobione, mam czas na ogarnięcie swojego. W czwartek wieczorem przyjeżdżają strażacy by osłonić drugą część zniszczonego dachu, bo dzień wcześniej znowu deszcz i znowu zalało górę, choć to nic w porównaniu z czarnym piątkiem 11.08.
Mają podnośnik, plandeki, praca idzie im bardzo sprawnie. Przyjechali do nas z Chełmna, wcześniej widziałem druhów z Ostródy. Także Straż działa. I to im powiedziałem, że to nie system zadziałał - jak gadają telewizory, tylko OSP i PSP oraz lokalne samorządy.Prąd włączyli ! po 6ciu dniach.....
W piątek wiozę Wiolettę na pociąg do Wrocka, nie będzie jej przez 3 tygodnie, także poziom trudności całej akcji wzrasta......Miała być wędkarska baśń z 1001 nocy, ale los pokierował inaczej.
W sumie to nawet nie mam chęci - to jest najgorsze. Ewentualnie jakieś późnowieczorne/leszczowe zsiadki, bo w dzień telefon się urywa i co chwila jestem w terenie.
W sobotę po wsi grasował nadleśniczy, straszył sądami za nielegalne pozyskanie drewna, sąsiad go ogarnął, że  odblokowaliśmy gminną drogę, że Wójt wydał takie zarządzenie, sołtys dostarczył.........
Gówniana topola, której nikt nie kupiłby na opał......."No to może choć za symboliczną złotówkę sprzedamy....."Później dowiaduję się, że prikaz z góry zakazywał rozdawnictwa drewna LP za robotę. Trzeba je oficjalnie zdjąć ze stanu poprzez sprzedaż, choćby za tę złotówkę.
W międzyczasie szukam dachówki - mojego wzoru nie ma w produkcji od kilku lat i mam przechlapane jak w ruskim czołgu.....

Wojsko pod strzechy!

W sobotę dzwoni do mnie UG, czy potrzebni są wojskowi do usuwania szkód.
Pachnie mi to medialnym lansem...Obdzwaniam najbardziej poszkodowanych, jedna rodzina zgadza się, wojacy mają zacząć w niedzielę.Gmina pojawia się w mediach regionalnych i ogólnopolskich. Rozmowy, wywiady, obraz zniszczeń. Pomoc materialna napływa coraz większym strumieniem. Mają być materiały budowlane, ale co, gdzie, kiedy i jak to nie wiem.
Dziś, pisząc te słowa jest 10.55 w poniedziałek, żadnego żołnierza nie widziałem. WTF?!
Albo trzeba dotrzymać słowa, albo nie obiecywać gruszek na wierzbie........



Wczoraj wieczorem miałem rzeczoznawców od polisy domowej, kompetentni ludzie, ale zabłądzili i trafili do agresywnych sąsiadów(przyjezdnych, swoi są spokojni i nad wyraz cierpliwi), którym nie mogli pomóc, bo nie są w ich grafiku, o mało co nie doszło do rękoczynów...Ci ludzie to firma zewnętrzna z Warszawy, dużo widzieli w Polsce szkód, ale nigdy takiego ich  nagromadzenia Dziwią się że wojewoda nie wprowadził stanu klęski, podobnie jak temu,że 90% mieszkańców mówi im, że sobie radzą ,ale prawdzie szkody ma X czy Y......

Nie padają żadne kwoty, tylko protokół z oględzin, pomiary, inwentarz uszkodzonych mebli, m2 dachu itp.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Poniedziałek 21.08.
Wstaję z postanowieniem, że to opiszę, by nie zapomnieć, by ktoś kto tu zagląda czasem zobaczył to, czego nie ma w telewizji......przekaz z pierwszej ręki.

10 dni po katakliźmie część ludzi otrzymała pomoc finansową rozdzielaną przez GOPS, biurokracja spowalnia szacowanie szkód w budynkach gospodarczych, powoli rusza komisja szacowania szkód na polach.
I wiecie co? Nie wierzcie telewizji. Niezależnie której.
To samorząd walczy, strażacy walczą, zwykli ludzie walczą. Mainstream chce się lansować z pozycji krytyka lub propagandzisty.
 Jedno jest pewne. Nic nie będzie takie same, gdy pojawią się pieniądze, zawiść ludzka oszaleje. Tego się boję, ale w sumie nie jest źle. W sołectwie wszyscy żyjemy, mamy gdzie spać i czekamy.........
Patrzę na meteo.pl. Dwie ciężkie noce się zapowiadają -padać ma. Rozstawiłem miski......

Edyta- zrobiłem małą korektę, trochę myśli niedokończonych, co uciekły- złapałem i dopisałem na swoje miejsce....
 
Kuzynka Edyta (Stawka....?) Nadleśnictwo pomogło rozwiązać sprawę drzewa, przekazali pomoc finansową dla wsi i uda się to persaldem rozliczyć.....Mój sen będzie trochę spokojniejszy.
 




niedziela, 27 listopada 2016

Trochę inaczej niż zwykle......

Za chwilę, mam nadzieję, rozpoczniemy wspólnie czwarty sezon podlodowy. To dużo czasu. Blog przez ten okres nie zmienił się, nadal jest niszowym miejscem w sieci. Nie mam konta FB, nie zamierzam go mieć - pewnie byłoby więcej wejść. Pojawiła się konkurencja, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę podlodowo.... Jak widać obecność moich tekstów, formy inspiruje ludzi- to cieszy. Ścigać się z nikim nie zamierzam, sam z chęcią poczytam, bo czasami pomysłów już braknie co zapodać na ruszt, gdy lodu nie ma. No i najważniejsze, czyli Wy. Jest tu grupa osób, która udziela się, komentuje, nie boi pytać, doradzić. I O TO CHODZI!!!. Czytywałem blogi innych branż, które pomimo ochów, achów były praktycznie martwe jeżeli chodzi o aktywność czytelników, u nas jest inaczej.
Odbiór moich tekstów, filmów jest w sieci różny. Wiadomo, ze najwięcej hałasu było o film z dużymi okoniami, które zabrałem do domu. Spotkało mnie praktycznie wszystko to, co może dotknąć człowieka wrzucającego materiały do sieci. Od szczerych gratulacji, poprzez ostrożne sugestie, do kubłów pomyj, z wyzwiskami nie tylko od mięsiarzy. Takie jest życie i trzeba je wziąć na klatę...
Oglądalność tego akurat filmu przeskoczyła materiał zamieszczony na głównej stronie jednego z miesięczników wędkarskich i nie wierzę, że ludzie oglądali go wyłącznie, by karmić mnie dislajkami. Regularnie odwiedzany jest film o lutowaniu mormyszek wyczynowych, pojawiają się one na giełdach wędkarskich, także ziarno zostało zasiane i to żyje, w wakacje miałem najazd Rosjan na bloga, zalogowałem się na jednym z ichnich portali, wrzuciłem lina i  było dobrze......
Zrzuciliśmy razem z Gagackiem zasłonę tajemnicy z produkcji mormyszek, zrobiliśmy to celowo.
Wielokrotnie zapowiadałem, że będzie strona internetowa Jakoś nie mam czasu i chęci, by się za to zabrać.
Zmiany w życiu wędkarskim 
Znudzony już trochę słabymi wynikami karpiowo- gruntowymi, a przede wszystkim ograniczony czasem,  rozpocząłem skręt w stronę spinningu, baitcastingu. Wszystko przez lekturę pewnego zacnego forum:


Poznałem tam fantastycznych ludzi, którzy pomogą, obejrzałem tysiące zdjęć ryb, przynęt, wędek, patentów wszelakich.......Zaczynam rozumieć o co im idzie, że nie tylko rybacy czyszczą wodę. To, czy dane będzie mi sprawdzić się z okoniem na lodzie, zależeć będzie ode mnie, czy wcześniej go nie wezmę. Także decyzja jest taka, że od tego sezonu ryby wracają skąd przyszły, czyli C&R rulez. I nie chodzi o lans, uleganie tzw poprawności politycznej w świadku wędkarskim, po prostu chcę łowić, bo zjeść można tylko raz.....Wszelkie filmowe relacje z wypraw będą kończyć się powrotem rybek do wody. Tak to widzę na dzień dzisiejszy, choć  pewnie zdarzy  mi się wziąć kilka ryb na kolację raz lub dwa. To już zachowam dla siebie, by nie generować hejtu w sieci.

Do zobaczenia wkrótce.



niedziela, 19 października 2014

Piętno czasu....

Szybko to poszło. Gdy żegnałem się z Wami w lutym, nie przypuszczałem, że czas popędzi tak szybko Po ubiegłym sezonie podlodowym  zostałem w poczuciu niedosytu wyników, z kilkoma pomysłami w dziale sprzętowym oraz niesłabnącym zapale do dziurawienia lodu i .....publikowania w sieci.
Nie zdecydowałem się na stronę - nie mam czasu, by poznawać kreatory, html-e, skrypty i inne abstrakcyjne dla mnie klimaty. Niech będzie tak, jak do tej pory. Lekka konwencja, praktyka no i cała ta magiczna dla mnie otoczka - lód, słonko i pogoda, warsztat,  ewentualnie ryby. Choć prognozy na zimę nie są optymistyczne, to pewnie uda się kilka wypraw na lód zorganizować.

Będzie, czy nie będzie?!

Amerykańskie prognozy długoterminowe nie pozostawiają złudzeń - nadejście zimy może się znów opóźnić do stycznia, tak jak to wygląda w ostatnich latach. Nie wiem, czy to skutki zmian klimatycznych, czy po prostu chodzi o cykliczność zim ostrych i łagodnych w objawach. Pamiętam lata 90-te - solidne mrozy, mało śniegu, lub zimy bardzo ciepłe. W pierwszej dekadzie XXI w. było po bożemu - tęgie mrozy, gruby lód i piękna zima. A ostatnie lata to znów takie kontynentalne zimy. Mało atrakcyjne dla nas - podlodowych zapaleńców zwłaszcza w centrum i na zachodzie kraju....

Co z tego wszystkigo wynika?

- nie ma co spieszyć się z zakupami np. żyłek i innej galanterii - osiągalne są w każdej chwili i będąc nawet z dala od cywilizacji, via Internet, można się uwinąć z tymi sprawami w ciągu tygodnia, za to nie mieć dylematów, co zrobić z zapasem niewykorzystywanych przez większość nas w sezonie, super cienkich żyłek.....
- można zacząć gromadzić np. czerwone robaki - coś na kształt mini-hodowli, by mieć je pod ręką w razie lodu lub gdy go zabraknie  - jeżeli woda nie stanie, chciałbym spróbować połowu okoni na spławikówkę, lub pickera. W zestawach umieścić wabiki - obciążenia, np nieuzbrojoną błystkę podlodową, a pod nią, na szelkach przypon z czerwonymi robakami/pęczkiem ochotki na pokładzie.....
- trzeba za to przejrzeć posiadany już sprzęt, naprawić - o ile tego wymaga, przejrzeć dokładnie mormyszki, błystki - wymienić skorodowane haczyki/kotwiczki, nawiązać świeżych chwostów, zrobić kilka kiwoków i nade wszystko dokonać inwentryzacji posiadanych dóbr, określić co i  ile nam będzie potrzebne w nadchodzącym sezonie(?)

Do zobaczenia wkrótce.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Jak zostałem kłusownikiem - wyjaśnienie.

Oświadczam, że nieświadomie złamałem zasady RAPR w rozdziale IV Zasady wędkowania, który mówi:


d/ przy połowie ryb spod lodu:
- jednym haczykiem z przynętą, przy czym haczyk nie może mieć więcej niż trzy ostrza, rozstawione w taki sposób, aby nie wykraczały one poza obwód koła o średnicy 20 mm, albo
- sztuczną przynętą wyposażoną w nie więcej niż dwa haczyki, przy czym każdy haczyk może mieć nie więcej niż trzy ostrza, rozstawione w taki sposób, aby nie wykraczały one poza obwód koła o średnicy 20 mm

Reasumując: balansówka w uzbrojeniu "sklepowym", tj. dwa haczyki w korpusie i podwieszona kotwiczka wykracza poza ramy RAPR.
Dziękuję doświadczonym kolegom, a w szczególności Zippo i Dociowi za zwrócenie uwagi na obowiązujące prawo, a w zasadzie na jego łamanie.
              Mówiąc krótko - szczypce w garść, odciąć jeden haczyk lub oba i problem z głowy.  Nie będzie straty dla łowności przynęty, pozwoli to na uniknięcie nieprzyjemności nad wodą.