poniedziałek, 1 lutego 2016

Najciekawsze produkcje podlodowe na YT i pokrewnych serwisach

Zapraszam do dyskusji.
Prośba - linki proszę wstawiać w osobnym akapicie - wygodniej kopiować do wyszukiwarki. Niestety nie są aktywne na poziomie bloga. Mam je w zakładce komentarzy w panelu administracyjnym, tam działają.

Owidiusz wytropił piękne ujęcia ryb z Irlandii - kto nie widział, niech obejrzy. Można postawić ciekawe wnioski:
 W kategorii estetyki to nr 1:



 Bałda na szybko via Owik




Jak dla mnie najlepsza do tej pory produkcja tego sezonu podlodowego:

Warsztatowo

Zapraszam do dyskusji.
Prośba - linki proszę wstawiać w osobnym akapicie - wygodniej kopiować do wyszukiwarki. Niestety nie są aktywne na poziomie bloga. Mam je w zakładce komentarzy w panelu administracyjnym, tam działają.

Łukasz wytropił coś, co może stać się podstawą do mandziurka podlodowego. Trochę płyki, ale za to poręczny. Cena 9,5 zł.

Nasz sprzęt. Przeszły, obecny, planowany na przyszłość.

Zapraszam do dyskusji.
Prośba - linki proszę wstawiać w osobnym akapicie - wygodniej kopiować do wyszukiwarki. Niestety nie są aktywne na poziomie bloga. Mam je w zakładce komentarzy w panelu administracyjnym, tam działają.

Sezon podlodowy 2015/2016

Zapraszam do dyskusji.
Prośba - linki proszę wstawiać w osobnym akapicie - wygodniej kopiować do wyszukiwarki. Niestety nie są aktywne na poziomie bloga. Mam je w zakładce komentarzy w panelu administracyjnym, tam działają.

Panel dyskusyjny.

Wielka nazwa, ale chodzi o to, by rozmawiać w kilku kategoriach: sezon i ryby, sprzęt, warsztat, video, etc.
Pozakładałbym nowe wpisy na blogi i zgodnie z tematem możnaby sobie popisać w komentach, linkować, cudować.
Kto na tak?

niedziela, 31 stycznia 2016

Pożegnanie z bronią....

Z Hemingway'a najlepiej podchodził mi stary człowiek co jeszcze może, tutaj tytuł pasuje jak ulał do klimatu. Dziś po drodze do Bydgoszczy widziałem spore jezioro w 90% rozmarznięte. Gdzieś w opłotkach internetu czytuję, że ten i ów jeszcze wchodzi na lód,  gdzieś opada kurz bitewny GP Polski w wędkarstwie podlodowym, za chwile zaczną się napinki, że Liwi Robaczki zdetronizowane, że, nasz sklep jest....., że to i tamto......
Prawda jest taka, że sezon podlodowy 2015/2016 zakończył się. Dla mnie był to miniony wtorek, znajomi połowili ciut dłużej, może w Suwałkach jeszcze walczą. Nie chce mi się sprawdzać rejestru, ale było to ok. 10 wyjazdów. Wiele szczęścia że ferie przypasowały akurat wtedy, gdy było po czym chodzić. Ryby były, nawet niezłe. Sprawdziłem kilka nowych przynęt podlodowych - niektóre okazały się łowne. Analizując całość warunków, dokonań, można tylko napisać, że sezon podlodowy jest za krótki, by cokolwiek systematycznego zdziałać.


Z czego jestem zadowolony:
 -  był lód i to bezpieczny
-  nowe wody pokazały potencjał
- trafną decyzją było robienie map batymerycznych
- elektroniczne mapy zwiększają tzw. świadomość sytuacyjną.
- udało mi się skopiować łowną rosyjską przynętę - wiedźmę
- złowiłem pierwsze w życiu okonie na bałdę
- wystrugałem ciętą wędeczkę do mormyszki, żuczka i innych niewielkich przynęt
- zrobiłem filmy i wrzuciłem je do sieci - nie wszystkie, ale nie miałem czasu na obróbkę.
- nauczyłem się robić kiwoki praktycznie na wszystkie warunki posiadając tylko jeden rodzaj materiału
- zwiększyło się grono ludzi komentujących, czasami inspirujących, na ogół dzielących się wiedzą

Co na "nie"
- nieprzygotowanie do sezonu w pełnym wymiarze sprzętu, przynęt i wynikająca z tego zła organizacja czasu
- nie wyrobiłem się z czasem i pieniędzmi by przenieść bloga na stronę internetową
- dostępność ochotki w sklepach wędkarskich
- nie zawsze udało mi się wpasować w gusta ryb, zbyt mało kombinowałem z lokalizacją miejscówek
- chamstwo niektórych osobników w sieci
- nie złowiłem nic na skoczki.
- plątająca żyłka na szpulkach
- nie siadłem do przerębli za płotką i leszczem
- nie miałem motywacji, by porównać flashera ze zwykłym echem



Wnioski są cały czas obmyślane, generalnie dalej będę mapował, spróbuję sprzedać flashera i dokupić przetwornik podlodowy do swego helixa 5. Muszę kupić dedykowany soft do tego. Korzyścią będzie mapa w wersji elektronicznej, pod ręką, tak, by przemieszczać się z dużą dokładnością po tafli i przeszukiwać miejscówki.
Wiem, że węglowa wędeczka musi mieć większe przelotki, do następnej zimy postaram się sklecić coś sensownego, na dobrych komponentach. Niech czeka na kolejny sezon podlodowy.
W głowie chodzi mi kilka pomysłów rozwiązań produkcyjnych sprzętu, przynęt. Mam nadzieję, że ci, co kupili je ode mnie nie żałują, i uda się zbudować bazarek z całą paletą moich podlodowych twórczości.
No i kwestia strony internetowej musi zostać rozwiązana. Całość będzie bardziej czytelna, posortowana. Że kosztuje - nic to. Dam radę
Póki co będę w warsztatowych klimatach, podłubię, zmaterializuję pewne idee przynęt, poćwiczę technologię produkcji. Wrzucę zdjęcia jak coś się urodzi.

Do usłyszenia jesienią.


wtorek, 26 stycznia 2016

Żądło, pożyczone dziury i nieproszony gość.

Miły być grube ryby....i były. No może dwie, a w zasadzie jedna. Miał być też kompan, ale go nie było.......
Rano mgła jak cholera, mieliśmy spiknąć się  na pewnym parkingu- obiecałem wprowadzić gościa w nową wodę. Czekałem 45 minut, do 7.40. Cisza, telefon nieaktywny. Kolo - wypadasz z grafiku podlodowego. Tak się nie robi.
No nic, żyje się dalej. Na miejscu szybki załadunek sanek, wskakuję w kalosze i na lód. Niewiele go ubyło, w zasadzie śnieg tylko stopniał. Szorstki, matowy - przynajmniej nie przewrócę się. Sanki idą lekko, ładuję się na znajomy garb pomiędzy dwoma dołkami. Z daleka widać pety i duże dziury w lodzie- czyżby za leszczem? Nie , jest czysto, żadnych zanęt. Wiercę 4 świeże dziury, odpalam flashera, widać jakieś odczyty, ale żaden szał. Założenie na dzisiaj jest takie, że mormyszka z ochotką, a reszta jest w odwodzie( blaszki, balansówki, skoczki i reszta menażerii) Idę obłowić te pozostawione przeręble. W jednym z nich widać spory ruch przy dnie. Kalejdoskop pasków podskakuje w toni.... Srebrna mormyszka na dużej kulce i jedziemy....... Pierwsza rybka to taki średniak, za to druga to dobry trzydziestak. Wybiegany aż strach. Mam 0,08 na szpulce, wędka sprawuje się wyśmienicie.  Amortyzacja, możliwość podciągnięcia ryby. Jest super.
Węglowym szpicem można zagrać dosłownie wszystko. Ja taką małą batutą........ Nie gubię ryb w czasie holu, odjazdy są, ale amortyzowane głównie kołowrotkiem. Zmieniam szpulkę kołowrotka, jest tam 0,10. Do tego fluozieleń na muchowym haku. Zawiązana w pętli "gra" o wiele lepiej niż zwykła, centralnie przelotowa mormyszka. Widać sporo ryby. Grymaszą i nie chcą współpracować. Masa wyjść, obwąchiwania ochotek, bez rezultatu. Obchodzę inne duże dziury, w jednej jakieś odczyty są, w pozostałych pusto. Kontaktu z rybą nie ma, jakieś niemrawe, ospałe -prawie jak ja. Jutro będzie padać jak nic, w ogóle to jest ciemno, lada chwila będzie padać. Ryby widać, brań brak. Przycinam ruch kiwoka i zaczyna się seria odjazdów. Niezły jest. Im bliżej, tym więcej wątpliwości - ryba robi wyczuwalne wygibasy, jakby głową. Leszcz? Szczupak? Za chwile biała krecha pod lodem wyjaśnia wszystko. Wpięty za same wąsy nie miał szans odciąć mormychy.... Może to on stresował pasiaki i nie chciały współpracować? Wypinam, woduję i zaczynam rzeźbić dalej.

Pomimo zamieszania coś się dzieje, ale to same maluchy - poniżej 20 cm. Hamulczyk nawet nie zatrzeszczy. Do góry z nimi i do wody. Szkoda czasu na pierdółki......
Pobliski zegar na wieży wybija 10. ryb coraz mniej, brania coraz rzadsze. W desperacji wyciągam ciężką artylerię - bałty, balansówki, błystki, skoczki.....Wyjście, obwąchanie i odwrót. Taka sekwencja powtarza się cały czas. Próbuję rozdrażniać ryby i odławiać je mormyszką - bez rezultatu. Pora kończyć. Wylewam wodę z wiaderka, sortuję ryby. Mam ich dziesięć, Największy zawodnik ma 31-32 cm. Pozostałe to zwykłe średniaki. Zabieram cztery, reszta zwodowana, mam nadzieję że dotrwa do następnego razu.
W sumie jestem zadowolony, w pożyczonych dziurach łowiło się bardzo wygodnie, to była średnica co najmniej 150 mm, jeżeli nie 180. Dużo miejsca na skakanie po dnie, przetwornik echa. Można komfortowo wygarnąć rybkę na lód. Gdy zwijałem się, zobaczyłem wmarznięty w lód przyrządzik do pęczkowania ochotek. Zgubiłem go tydzień temu. Szczęśliwy traf.....Szczupak też. Taka wisienka na torcie.
Nie wiem jak będą wyglądały następne dni - lód gruby, ale już goni mnie czas. Pewnie zostanie dłubanina tam, gdzie nie będzie wiało i lód będzie w miarę bezpieczny.