Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztatowo.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztatowo.. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 grudnia 2018

Poważna spawa- Marek się zbroi.

Witajcie.
Dziś nietypowo, bo fotki od Marka, jego ostatnie zakupy/rzemiosło.

Klasyczna podlodówka z bębenkiem, sam mam - ale używam jako zwijadła do dzwonkowego podajnika ochotki. W moim egzemplarzu jest ośka-zwykła śrubka, która rdzewieje, warto zajrzeć i ewentualnie wymienić na coś odpornego na wilgoć.


Pika do lodu:

"Pierzchnia to pręt zbrojeniowy 20ka chyba długość 45cm wspawany w rurkę od wody, chyba 4 cale? pasuje trzonek od łopaty :) kumpel naciął jak widać i podginał do pręta i pospawał , pomalowałem to na czarno zwykłą olejną mat ,ale świeci się jak psu jajca :) trzonek mam od starej kosy , muszę jeszcze trochę popracować nad ''rękojeścią'' aby wyszedł taki grzybek ,całość ma 96cm i jest jak dla mnie akurat , pasuje jak laska , tamta moja druga ma 110cm. A grot wyklepałem podgrzewając w ognisku.  "



I na koniec zgrabny pasiak na lodzie, tak na zachętę dla nas

Ryby Marka, pierzchnia działa i to dobrze ;) Największy pasiak miał 34cm.






sobota, 1 grudnia 2018

Czas pierzchni/ tunning- Finki- tfu, Chinki.

Wiem, że niektórzy próbowali już wchodzić/łowić na lodzie.
Być może jutro sam pojadę spróbować wejść na lód, który na mojej O....jest już od poniedziałku i powinien być chodliwy w miejscu, gdzie nie ma przepływu.

Nawet wędeczki dwie wymodziłem na tę okolicznosć, z jedwabistej pracy jednej z nich jestem bardzo zadowolony- bo to najtańsza podlodówka jaką znalazłem ub. zimy na  znanym portalu aukcyjnym.......
W zasadzie spakuję się jutro, najważniejsze, by przymrozek się utrzymał......
Jednorazowy wyjazd, następnego nie będzie- brak czasu, odwilż, wiatr w nadchodzącym tygodniu, a do kolejnego weekendu ma być bardzo ciepło jak na grudzień. Stąd też minimum przygotowań, by nie robić sobie apetytu na zasadzie patrzenia w witrynę cukierni będąc głodnym.....
 Lód jest szklisty, bez powłoki śnieżnej. Nie lubię go, ryby widzą nas z daleka i wieją ile sił w napędzie. Poza tym zapiaszczony- niszczy noże w świdrze, ale nie tym razem.
Ryzyko jest większe niż zazwyczaj- max było -8 dziś w nocy, więc zbyt wielu cm tam nie ma.
Dlatego tylko i wyłącznie pierzchnia- pozwoli obmacać lód, w razie co zakleszczę się na niej. dodatkowo kolce na szyi- gładki i śliski lód uniemożliwi jakikolwiek chwyt. Więc stalowe pazury mogą zadecydować o szybkim wyjeździe na lód. Do tego najwierniejszy towarzysz - Azor, stara folia, linka, ale będzie za mną - tak samo od lat.
Jakkolwiek by nie było- skrobnę coś jutro, kilka fotek zapodam.

A teraz wędeczka.
W zasadzie to 15min roboty przy posiadaniu kilku narzędzi i materiału łożyskującego PTFE. Równie dobrze  można użyć plastyku z butelki PET....


Cała sztuczka polega na podcięciu trzpienia z gwintem tak, by nałożona podkładka nie obracała się ze szpulką- zniknie wtedy upierdliwy samodocisk lub samodkręcanie się pokrętła mocującego szpulkę.


Oczywiście drugi ślizgacz pod szpulkę



Wybaczcie, że się nie starałem- ot nożyczkami wyciąłem odrysowane za pomocą 10gr krążki PTFE, wykrojniki z rurek mosiężnych, reszta to nożyk do tapet.Oryginalną przelotkę zdjąłem, nasunę kiwok w jej miejsce.  Oddawanie żyłki miód-malina, żaden okoń nie straszny na cienkiej żyłce. A to wszystko w dosłownie chwilę i dosłownie za grosze. 

Do usłyszenia jutro.

wtorek, 6 marca 2018

Flasher po modyfikacjach.

Pogodziłem się,  że raczej nie uda się sprzedać mej zabawki, więc porobiłem znaczące usprawnienia użytkowe:
Na pierwszy ogień wymieniłem aku na mniejszą pojemność, czyli 1,5kg zamiast niecałych 3. Na dzień łowienia starczy, a nie trzeba tyle dźwigać.
Modyfikacja II to zdjęcie pływaka przetwornika i zrobienie składanego ramienia do zawieszania ducera w przeręblu. Wszystko działa jak trzeba, mając świder średnicy 115mm nie zostaje wiele miejsca na pływak i prowadzenie przynęt jest utrudnione. Teraz przetwornik sobie dynda, echo jest blisko dziury, co ułatwia jego obserwację.

Modyfikacja III to uchwyt na wędki. Dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej? Sam nie wiem......Konstrukcja z rurek do układania instalacji elektrycznej, uchwyty do nich też branżowe. Całość zamocowana na cienkiej sklejce. Do holdera echa mocuję to za pomocą ciesielskiego profilu L. No i wreszcie mam gdzie odlożyć wędkę przy przemieszczaniu, nic się nie plącze i najważniejsze: w jednej ręce świder, w drugiej echo i wędki w uchwycie i teraz moja mobilność na łowisku znacznie wzrosła. Jeszcze tylko szczękę na telefon z mapką i będzie gitara.
Mam porządek w kijach i wygodę na stanowisku w jednym.


Modyfikacja IV to wyciszenie urządzenia na gładkim lodzie. Flashery są głośne, w końcu jest tam wirująca tarcza, która generuje wibracje.Problem nasila się na bezśnieżnym lodzie, który jest jak wiadomo twardy i niekorzystnie wzmaga hałasy od echa. Próbowałem podkleić od spodu karimatą na taśmie dwustronnej - nie zadziałało. Przekopałem warsztat, znalazłem kawałek uszczelki do drzwi z mocnym klejem i podkleiłem holder tym. Zadziałało bezwzględnie. Słychać tylko delikatny szum wirnika i nic więcej.
       Byłem dziś na górach sprawdzić, czy te większe paski się pojawiły, niestety - nie ma ich tam. Ryby strasznie grymaszące. Dość powiedzieć, że więcej złowiłem na GaGackowego czorta, aniżeli na ochotkę. Największy skusił się na rapalkę, ale nie ma czym się pochwalić, 22może miał w porywach. Krąpiak się przydarzył, płoteczka jakaś - odwilż idzie, to pewne.
Bawiąc się wędkami naszło mnie kilka przemyśleń sprzętowych: mam za długie wędki do łowienia na czorty, żuki itp. Kiwok sam w sobie ma 12cm, więc niespecjalnie wygodnie się  gra wędką w takim zbrojeniu.  Poza tym najlepiej trzyma się za kołowrotek , a nie rękojeść- czyli pistol grip. Trzeba wymodzić jakąś nakładkę z pianki na nóżkę kołowrotka, by operować tym wygodniej.
Kolejny temat to kiwoki i muszę nad tym przysiąść. Długie są dobre,ale cieżko o taki , trzeb składać plastyk do kupy a'la resor, a to jest już trochę ciężkie i trzeba się nakombinować, by zagrać odowiednio takim flakowatym kiwokiem. Pozostaje albo znaleźć odpowiednie tworzywo sztuczne, albo pracowicie szlifować pasek blaszki w obu płaszczyznach.
Lenistwo dało o sobie znać, luźno latające po pudełku mormyszki , żuki. czorty stępiły sobie haki, miałem dziś dużo pustych brań, których za bardzo nie mogłem wciąć. Wiem, że ryby były nieteges, ale powtarzające się akcje tego typu każą przyszłościowo zadbać bardziej o błyskotki.....
Wędka do bałdy musi mieć szczytówkę z miękkiego włókna szklanego, by robiła za kiwok. Żadne z testowanych tej zimy rozwiązań nie jest optymalne, albo zamarza(spirala, wężyk silikonowy,  na mrozie jest lipton zupełny, trzeba przenosić żyłkę na rękach, wtedy jest jako-tako), albo utrudnia opad przynęty i sygnalizację brania z dna. Miękka szczytówka z dużą przelotka pozwoli ustawić w stanie naprężenia żyłkę i brania na bałdę są dobrze widoczne. Poza tym można z kołowrotka holować, bo ze sztywnej lagi to spada wszystko praktycznie podczas holu za pomocą kołowrotka.
Multiplikator prawdziwy sprawdzi się najlepiej, ma lepszy hamulec i jest łatwy w kontroli opadania przynęty. Trzeba będzie wodzik zdemontować, oczko małe, więc szybko zamarznie.
Oczywiście kijek z pazurkiem trzeba wymodzić do tego, nie taka ciężka armata jakiej używam aktualnie, coś klasy ML

sobota, 14 stycznia 2017

Jutro podlodowa szkółka wędkarska.

O dzisiejszym dniu wędkarskim  mogę powiedzieć tylko, że był. Znowu się nie wyrobiłem wczoraj, wygłaskałem kijki dla Gagacka. Dziś o 5 tej pobudka, musiałem wymienić przelotkę w swoim kiju, odkopać z bałaganu echo, dopracować kiwaki. Lekki przymrozek o poranku, ślisko aż strach. Na pierwszym większym zakręcie wywijam piruet 180 stopni. Na szczęście nikt nie jechał z przeciwka...To nie jest śmieszne.50 km/h, więcej nie po prostu nie można. Zwyczajowa podróż na góry trwa 30 min, dziś jestem na miejscu po 45 i to tylko dla tego, że solili odcinek drogi wojewódzkiej. Lód mokry, śnieg topniał wczoraj, dziś jest skorupka, pod nią woda i dopiero wtedy właściwy lód. Wskakuję w kalosze, kręcę kilka dziur -tak na rozpoznanie. Jest na 6-7 obrotów, czyli poniżej 10 cm, nic nie trzeszczy, nie ugina się. Tylko, że nie widzę dziur przy brzegu...niemożliwe , że jestem tu pierwszy.....Włażę dalej, pode mną 15 m wody, wspieram się aplikacją na smartfonie, do którego wgrywam mapę batymeryczną. To nie to samo, co w echu i na kompie, ale jakąś tam orientację daje. Już na "górach". Nie widzę dziur...... kręcę pierwsze trzy,  w tym dwie "na lornetkę" mój świder ma 100m, więc dziurwa za duża nie będzie. W końcu dzieci nie łowią na lodzie....... W jednym okularze lornetki będę łowił, drugi będzie dla przetwornika echa.  Kolejne dziury sprawdzam echem, w jednej są jakieś odczyty, zapodaję balansówkę - nic. Zaczynam grać bałdą - nic. To to czas na tajną broń - hybrydę bałdy i przynęty typu wiedźma.Ciężarek bałdowy i mosiężny krążek ze swobodnie dyndającymi haczykami. Dolutowałem na nich drucik tak, by ograniczały ruch do zakresu 90 stopni. Nie plątają się w żyłkę. Oczywiście krążek jest przelotowy, igielitowany, wysokość od dna ustala się mocnymi stoperami - by możliwe było zacięcie ryby. Wyeliminowałem w ten sposób największe ograniczenie bałdy - obławianie tylko dna. Stoperami mogę odsuwać haczyki na odległość do 1m od dna. Ciężarek spoczywa na dnie, gram tylko haczykami.
Hybryda




Z braku ochotki zabieram pudełko załogantów  - gnojaków przebranych z kompostownika jeszcze w październiku. Połączenie bałdy, ruchomych haków, smaku i zapachu robactwa miało dać mi dużą siłę ognia i pozwolić przeliczyć okoniowe paski ......


Załoganci


 Plany planami, życie życiem. Gapiłem się echo- ryby wychodziły, ale nie chciały współpracować, zaczynam testować kijek GaGacka z kręciołkiem Frabilla - i tu jest wniosek taki, że do mormyszki, małych wiedźm to trochę kłopotliwe jest opuszczanie przynęty. Trzeba pomagać "z łapy" Za to hol i brak skręcania żyłki jest cudowny. Właśnie hol - bo zdarzył się jeden pacjent taki z 22 cm, miał na sobie kilka pijawek. Z tego co kojarzę , to oznaka małej aktywności.......
No i lipa, rybę zwodowałem, nie chciało mi się iść do innej dziury - na echu obserwowałem jak schodzi do dna - tylko, że kumpli zabrał ze sobą. Dziura była spalona.
        Przesuwam się na twardą górkę. Widzę ślady dziur. Sądząc po rozmiarze, kawałkach lodu byli tu chłopacy z siekierami....... Pusto, schodzę ze stoku prostopadłą serią dziur. O coś widać w ekranie, są. Ciekawe jakie.  Jeden 10cm na bezmotylkę, po nim kolejny - brat. Trzeba stąd wiać. Przedszkole. Wracam w okolice pierwszych dziur. Sprawdzam tę pierwszą - "szczęśliwą" coś tam jest. Nie chce na bałdę, bezmotylkę. W desperacji zakładam jakiegoś szwedzkiego potwora, prawie 10 cm,ale z pojedyńczym hakiem na łańcuszku. Dokładam kawałek czerwonego robaka, Puk, puk, coś tam szarpie, nie mogę zaciąć. W końcu "siedzi". Był mniejszy od błystki. Dosyć na dzisiaj. Czas się zwijać Dzwony kościoła wzywają na gromniczną. Zły na swoje nieogarnięcie, brak ochotki w moich okolicach no i na brak współpracy ze strony pasków wracam szukając odpowiedzi dlaczego było tak cienko. Może Owik ma rację i zbyt dużo sprzętów a za mało radości z łowienia? Przywiązanie się gratami do dziury zamiast szukania ryby, która przecież gdzieś jest?
Z mocnym postanowieniem zamówienia ochotki przez kuriera kończę dzień, przygotowuję dwie wędeczki na jutro - do bezmotylki. Fajne wyszły. Ciepłe, zwinne. Szkoda że już nie mam następnych oryginałów do przeróbki...Bo przecież jutro jadę na szkółkę wędkarską. Dla Damiana- dobry chłopak, ma serce do ryb większe niż do nauki. Ale pokazał mi miejsca na pstrągi i w ten sposób spłacę dług.... A oto wędeczki

Skróciłem korpus, oszlifowałem ze zbędnego plastyku, oryginalna pałowata szczytówka podmieniona na szklaną. Komorę szpulki okleiłem spienioną gumą - cienką bardzo. Jakieś kafelki z budowy były tym owinięte....Piankowy uchwyt zeszlifowany w stożek - tak pod chwyt w trzy palce. Ideał do bezmotylek..... Może jutro zostaną ochrzczone?
P.s. Co do marudzenia- życie nie rozpieszcza. Jutro rano jadę do szpitala, wiozę żone, sam chodzę z dziurą po 8mce rwanej w rakarni chirurgii szczękowej w Bydgoszczy, jeszcze boli. Nie wiem, czy czegoś tam nie złapałem. Szlag by to trafił.
 Do usłyszenia wkrótce.
P.s baterie w kamerze padły, o czym się przekonałem dzisiaj. Nie używałem jej rok i pewnie tak wyszło. Nawet nie wiem, czy mam ujęcie tego pasiaka w pijawkach....

czwartek, 12 stycznia 2017

Warsztatowe wariacje.

Mały projekt dla Gagacka - dwa szklane blanki uzbrojone na dwa sposoby- jeden pod klasyczną korbę ( przelotka odsunięta od kręcioła) i drugi pod Frabilla. Omotki pokryte żelem UV. Ugięcie testowe pod ciężarem niecałych 300g. Rękojeści będą korkowe, z grafitowymi pierścieniami do mocowania kołowrotka. Przelotki PacBay hard chrome minima match i na szczycie jakiś SiC. Nie dało rady w minimach, bo ich pierścienie są tak wąskie, że żyłka trze po ramce przelotki przy mocnym ugięciu i przeciera się. Wędki z myślą o czortach, żukach.


sobota, 10 grudnia 2016

Przygotowanie świdra do sezonu.

Niezawodny GaGacek rozkminił sprawę ostrzenia różnych typów noży do świdra podlodowego. Zapraszam do obejrzenia materiałów.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Warsztatowo

Zapraszam do dyskusji.
Prośba - linki proszę wstawiać w osobnym akapicie - wygodniej kopiować do wyszukiwarki. Niestety nie są aktywne na poziomie bloga. Mam je w zakładce komentarzy w panelu administracyjnym, tam działają.

Łukasz wytropił coś, co może stać się podstawą do mandziurka podlodowego. Trochę płyki, ale za to poręczny. Cena 9,5 zł.

sobota, 16 stycznia 2016

Szlachetne zdrowie.........

Ech, chciałem zacząć ferie wędkarsko -a tu lipa. Siadły mi oskrzela, chcę się podleczyć na poniedziałek - wtorek.
Wykorzystuję przymusową przerwę na kolejne wariacje przynętowe bałd. Powoli kończy się tzw. pierwszy lód, okonie zaczną grymasić. Być może trzeba będzie je zirytować, zaciekawić.... Stąd takie kolory nowych zabawek.
Prócz tego odkopałem korpusy ciężkich skoczków, uzbroiłem, niektóre podmalowałem w żarówiaste wzorki. Będą super na duże głębokości - a tam zamierzam walczyć.

środa, 23 grudnia 2015

Warsztatowe wieści II. Podajnik zanętowy.

Za zgoda i wiedzą GaGacka - jego patent na podajnik do zanęty pod lód.


W zasadzie nie ma czego dodawać, czysta profesjonalna robota. Niektóre fotografie opatrzę opisami Łukasza.

Należy narysować poszczególne elementy na papierze.

Jeżeli chcecie większy zanętnik, to należy proporcjonalnie wszystkie wymiary powiększyć. Nie należy zmieniać szerokości zawiasu.
 
Wycięte szablony należy odrysować na blasze.  Najlepszym materiałem będzie blacha miedziana lub mosiężna. Ja użyłem stalowej.



Gotowe formatki.















Ząbek zamknięcia. Blaszkę należy wygiąć tak aby z jednej strony byłą płaska, a z drugiej strony byłą wypukła.
Oczko do zawiązania linki.






Klapka z częścią zawiasu.





Wszystkie elementy staranie wyginamy, szczeliny maja być jak najmniejsze, ułatwi to lutowanie.
W klapce należy wykonać co najmniej jeden otwór fi 3 mm. Otwór/y będzie służył do przymocowania stożkowego obciążenia.

Sprawdzenie, czy elementy są odpowiednio spasowane.








Stożkowy ciężarek, wycięty szablon sklejam i sprawdzam poprawność wykonania.



Topimy ołów. Obowiązkowe BHP: rękawice, wentylacja, ostrożność. 


Wygięty stożek lutuje, a następnie wypełniam płynnym ołowiem.

Łączymy ciężarek z klapką podaknika( wkręt, nit), zatrzask należy wyprofilować do ząbka ze zdjęcia nr 9 od góry. 



Gotowy zanętnik, waga 88 gr

niedziela, 20 grudnia 2015

Warsztatowe wieści I

Jak wiadomo, w tym roku nie ma zimy, czy przyjdzie w styczniu? Nie mam pojęcia, ze wskazaniem na "nie". Teraz temperatury plusowe, około 10 stopni. Więc w oczekiwaniu na to ,co raczej nie przyjdzie,  dłubię projekty, próbuję, lutuję..... Efektem moich dłubanek jest kilka przynęt,  w tym dwie wymarzone Wiedźmy oraz dwie wariacje na temat pewnego robaka wodnego:
Wszystkie przynęty mogą być imitacją pluskolca, dwie największe, dolny rząd są jego kopiami pod względem wielkości.


Co do wiedźm, to wiązanie nie jest jeszcze precyzyjne, brakuje mi miękkiego drutu nierdzewnego 0,25mm - bo do mikroprzynęt to haczyki nr 16 z odpowiednio małymi oczkami. Nie daję zbliżeń, opisów, chciałbym je obłowić i wtedy dopiero coś więcej napisać o robactwie. Długość korpusu wiedźmy wolframowej - mniejszej, to 6mm. Waga 0,5g. Większy korpus jest z mosiądzu, waży 0,9g
Także pierwszy krok zrobiony. Nie mam sprzętu dedykowanego, wiec działam tym co zawsze: wiertarka, szlifierka, chińska podróbka Dremela.
Do usłyszenia wkrótce .