O dzisiejszym dniu wędkarskim mogę powiedzieć tylko, że był. Znowu się nie wyrobiłem wczoraj, wygłaskałem kijki dla Gagacka. Dziś o 5 tej pobudka, musiałem wymienić przelotkę w swoim kiju, odkopać z bałaganu echo, dopracować kiwaki. Lekki przymrozek o poranku, ślisko aż strach. Na pierwszym większym zakręcie wywijam piruet 180 stopni. Na szczęście nikt nie jechał z przeciwka...To nie jest śmieszne.50 km/h, więcej nie po prostu nie można. Zwyczajowa podróż na góry trwa 30 min, dziś jestem na miejscu po 45 i to tylko dla tego, że solili odcinek drogi wojewódzkiej. Lód mokry, śnieg topniał wczoraj, dziś jest skorupka, pod nią woda i dopiero wtedy właściwy lód. Wskakuję w kalosze, kręcę kilka dziur -tak na rozpoznanie. Jest na 6-7 obrotów, czyli poniżej 10 cm, nic nie trzeszczy, nie ugina się. Tylko, że nie widzę dziur przy brzegu...niemożliwe , że jestem tu pierwszy.....Włażę dalej, pode mną 15 m wody, wspieram się aplikacją na smartfonie, do którego wgrywam mapę batymeryczną. To nie to samo, co w echu i na kompie, ale jakąś tam orientację daje. Już na "górach". Nie widzę dziur...... kręcę pierwsze trzy, w tym dwie "na lornetkę" mój świder ma 100m, więc dziurwa za duża nie będzie. W końcu dzieci nie łowią na lodzie....... W jednym okularze lornetki będę łowił, drugi będzie dla przetwornika echa. Kolejne dziury sprawdzam echem, w jednej są jakieś odczyty, zapodaję balansówkę - nic. Zaczynam grać bałdą - nic. To to czas na tajną broń - hybrydę bałdy i przynęty typu wiedźma.Ciężarek bałdowy i mosiężny krążek ze swobodnie dyndającymi haczykami. Dolutowałem na nich drucik tak, by ograniczały ruch do zakresu 90 stopni. Nie plątają się w żyłkę. Oczywiście krążek jest przelotowy, igielitowany, wysokość od dna ustala się mocnymi stoperami - by możliwe było zacięcie ryby. Wyeliminowałem w ten sposób największe ograniczenie bałdy - obławianie tylko dna. Stoperami mogę odsuwać haczyki na odległość do 1m od dna. Ciężarek spoczywa na dnie, gram tylko haczykami.
 |
| Hybryda |
Z braku ochotki zabieram pudełko załogantów - gnojaków przebranych z kompostownika jeszcze w październiku. Połączenie bałdy, ruchomych haków, smaku i zapachu robactwa miało dać mi dużą siłę ognia i pozwolić przeliczyć okoniowe paski ......
 |
| Załoganci |
Plany planami, życie życiem. Gapiłem się echo- ryby wychodziły, ale nie chciały współpracować, zaczynam testować kijek GaGacka z kręciołkiem Frabilla - i tu jest wniosek taki, że do mormyszki, małych wiedźm to trochę kłopotliwe jest opuszczanie przynęty. Trzeba pomagać "z łapy" Za to hol i brak skręcania żyłki jest cudowny. Właśnie hol - bo zdarzył się jeden pacjent taki z 22 cm, miał na sobie kilka pijawek. Z tego co kojarzę , to oznaka małej aktywności.......
No i lipa, rybę zwodowałem, nie chciało mi się iść do innej dziury - na echu obserwowałem jak schodzi do dna - tylko, że kumpli zabrał ze sobą. Dziura była spalona.
Przesuwam się na twardą górkę. Widzę ślady dziur. Sądząc po rozmiarze, kawałkach lodu byli tu chłopacy z siekierami....... Pusto, schodzę ze stoku prostopadłą serią dziur. O coś widać w ekranie, są. Ciekawe jakie. Jeden 10cm na bezmotylkę, po nim kolejny - brat. Trzeba stąd wiać. Przedszkole. Wracam w okolice pierwszych dziur. Sprawdzam tę pierwszą - "szczęśliwą" coś tam jest. Nie chce na bałdę, bezmotylkę. W desperacji zakładam jakiegoś szwedzkiego potwora, prawie 10 cm,ale z pojedyńczym hakiem na łańcuszku. Dokładam kawałek czerwonego robaka, Puk, puk, coś tam szarpie, nie mogę zaciąć. W końcu "siedzi". Był mniejszy od błystki. Dosyć na dzisiaj. Czas się zwijać Dzwony kościoła wzywają na gromniczną. Zły na swoje nieogarnięcie, brak ochotki w moich okolicach no i na brak współpracy ze strony pasków wracam szukając odpowiedzi dlaczego było tak cienko. Może Owik ma rację i zbyt dużo sprzętów a za mało radości z łowienia? Przywiązanie się gratami do dziury zamiast szukania ryby, która przecież gdzieś jest?
Z mocnym postanowieniem zamówienia ochotki przez kuriera kończę dzień, przygotowuję dwie wędeczki na jutro - do bezmotylki. Fajne wyszły. Ciepłe, zwinne. Szkoda że już nie mam następnych oryginałów do przeróbki...Bo przecież jutro jadę na szkółkę wędkarską. Dla Damiana- dobry chłopak, ma serce do ryb większe niż do nauki. Ale pokazał mi miejsca na pstrągi i w ten sposób spłacę dług.... A oto wędeczki
Skróciłem korpus, oszlifowałem ze zbędnego plastyku, oryginalna pałowata szczytówka podmieniona na szklaną. Komorę szpulki okleiłem spienioną gumą - cienką bardzo. Jakieś kafelki z budowy były tym owinięte....Piankowy uchwyt zeszlifowany w stożek - tak pod chwyt w trzy palce. Ideał do bezmotylek..... Może jutro zostaną ochrzczone?
P.s. Co do marudzenia- życie nie rozpieszcza. Jutro rano jadę do szpitala, wiozę żone, sam chodzę z dziurą po 8mce rwanej w rakarni chirurgii szczękowej w Bydgoszczy, jeszcze boli. Nie wiem, czy czegoś tam nie złapałem. Szlag by to trafił.
Do usłyszenia wkrótce.
P.s baterie w kamerze padły, o czym się przekonałem dzisiaj. Nie używałem jej rok i pewnie tak wyszło. Nawet nie wiem, czy mam ujęcie tego pasiaka w pijawkach....