Człowiek z wiekiem robi się leniwy. Zamiast sprawdzić organoleptyczne- to zaufałem znajomym i nie byłem na zwiadach wczoraj.
Dziś smędziłem się po domu aż Krzychu znad Zalewu Koronowskiego dał znać, że weszli, zeszli i coś tam złowili. To taki katalizator był, bym wystartował chyba. Sprzęt leżał w kanciapie od wczoraj. Najprostszy możliwy zestaw- bałałajka XXL i balansówki, bo nie wiedzałem w ogóle czy będzie można wejść. Rękawice, wkładki grzejące do nich i do butów, sakwa na udo, czapka i nowy kombinezon- Norfin Verity Pro. Wczoraj przyjechał od Tomka Nysztala ze sklepu. Lekki, umiarkowanie ciepły ale bardzo mocno oddychający. To ostatnie jest dla mnie ważne szczególnie, nic nie denerwuje bardziej niż mokre plecy. Miałem nawet okazję przetestować jego wodoodporność, ale za chwilę o tym.
Rytuały muszą być- Azor dzielnie za mną na krótkiej smyczy chyba już ze 20 lat w różnych wariantach :)
Dziabnąłem piką ze dwa razy przy brzegu i się wnerwiłem nieco. Na tym zbiorniku można było latać 3 dni temu. Inna sprawa, że i tak nie miałem czasu a i pora na okonie taka sobie średnia- one są bliżej spraw tarłowych niż dalej- tzn. nie rzucają się na cokolwiek w przeręblu o tej porze roku.
Nawet nie trzeszczał, miejscami 10cm może mieć. Trzeszczeć zaczął później nieco- bo zacząłem dziabać. Dawno tak się nie cieszyłem. Wiem, że woda od dawna pustawa ale to była taka sentymentalna podróż w czasie.
Adam, Marek, Tadek, kiedyś Leon. Eda- ale on przyjeżdżał tylko za płotką na spławik. Robił takie z kory topolowej impregnowane były jadalnym olejem.... Nie wiem, kto się ostał - pesel pędzi nieubłaganie. Widywaliśmy się tam kiedyś, kiedy były zimy no i były ryby. Mnie już też specjalnie dużo nie zostało do 50tki, 78rocznik jestem.....
Las połamany, od ponad 7lat leżą drzewa nieuprzątnięte po nawałnicy- tej od Rytla. Śmieci jakby mniej- ta sama nawałnica zniszczyła tzw. pałac- mieszkania socjalne tam były i stąd dzikie wysypiska po krzakach. Za to zauważyłem co innego. Słupki geodezyjne bardzo blisko wody.... Działka sprzedana po tym pałacu i pewnie za jakiś czas nie będzie gdzie auta postawić tam przy brzegu. Znak czasów.
Kłuję kolejne dziury i po prostu je obławiam. Najlepsze łowienie w sensie mobilności- jedna wędka z przynętą i pika. Biję dziurę, natychmiast rapalka ją sprawdza. Żadnych kiwoków, fluorocarbon 0.28 , wszystko czuć w dłoni. Tylko, że nie dzieje się wiele. Robię tak ze 40 dziur, łażę po miejscach, które kiedyś dawały ryby. Ale to było w 2010r..... Ale to było w grudniu a nie w połowie lutego. Ale i tak fajnie jest. Zawijam w stronę auta serią dziur. To samo. Zmieniam raplalkę na najmniejsza posiadaną- czyli 30mm. Pierwsze otarcia jakieś niemrawe, nie do zacięcia. W końcu trafiam na bardziej zdecydowanego pasiaka. 3 razy uderza i za 4 tym dopiero go zacinam. Ręka zardzewiała przez rok ;) No ale jest. Fajny, zieloniutki, żywe kolory. To samczyk- płaski brzuch, którego zezłościł fluorokoralik na kotwiczce.
 |
Nic tak nie cieszy jak okoniowy patrol pieszy.
|
W głowie kiełkuje kolejny scenariusz- inna woda, niedaleka, taka na 15minut autem, spina je ta sama rzeczka i rok temu stanęła szybciej. Ale znajomi tam zaglądali wczoraj i nie dało się nic zdziałać. I tak sobie myślę- ryzykować, czy nie? Stracę 40minut żeby ją sprawdzić a w tym czasie mógłbym coś tutaj zdziałać.
Rajd po lesie, koleiny- przyhczyłem miską olejową, mam nadzieję, że nie będzie awarii z tego. Ktoś szedł nad jezioro przede mną- dwie osoby. Jest dobrze- czyli wędkarze.
A tu zonk. Małżeństwo z pieskiem na spacerze było. Lód wygląda dobrze, nikt nie chodził po nim to pewne. Dziabnąłem przy brzegu - nie było źle. Krok dalej już nie było zmiłowania, trzasnął raz, potem znalazłem się w wodzie- na szczęście poniżej kolan. Ale ze kombinezonowe portki są szczelne, ciasno nałożone na sapagi- nic się nie wlało do środka i wygramoliłem się na brzeg. Po prostu musiałem to sprawdzić, by jutro nie ryzykować.
Wróciłem tam, gdzie bezpieczniej, czyli woda nr1
Pod brzegiem szamotanina w dziurze- jest coś fajnego- ale wężyki czuć - to szczupaczek. Mam nadzieję, że płytko chwycił. A też wąchał ze dwa razy zanim go zapiąłęm na haczyk.
 |
Dobrze, że mi jej nie odciął.. |
I ten szczurek był ostatnią rybą popołudnia. Zrobiłem jeszcze ze 30 kolejnych dziur, przeszedłem na szybkości po tych sprzed 2 godzin- nic się nie wydarzyło. Zmieniłem tylko kotwiczkę na wariant z innym koralikiem, bo ten fluo jakoś zbyt agresywny może.
Wrócę tam z inną wędką- czyli bezmotylki, żuczki itp. Mam nawet kupioną jesieni tej stcroixowa UL - bardzo miękka. Sam jestem ciekaw czy coś się wydarzy. Ale niezależnie od wszystkiego - podjadę tam, w innej porze, ze świdrem i mam nadzieje, ze znowu jakieś wspomnienia za utraconym rajem podlodowym przyjdą do mnie.
Ryby.... są mało istotne tak naprawdę. Swoje już zjadłem z okoni. Nie chce mi się nawet. Ale ręcznik zabiorę- bo zimno w ręce po rybie. Kiedyś nie było tak. Po prostu krążenie i wiek....
 |
Człowiek i Azor |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz