sobota, 17 stycznia 2026

Rozchodniaczek.

 Dzisiejszy wyjazd był tzw. misyjny- woda bez dostępu łodziowego, prywatna w zasadzie.Pożwirowe wyrobisko z czasów pruskich, w którym znajomy geodeta coś wytropił. To coś można sprawdzić na lodzie za pomocą elektroniki, tj. tryb perspektywiczny obrazowania live. W moim przypadku -sprzęt od Humminbirda-Megalive2. Wymaga on użycia świdra 200mm, nic nie da wiercenie na lornetke, po prostu perspektywiczne ułożenie przetwornika znacznie go powiększa, nie idzie inaczej. 

Kawał drogi od domu ale województwa nie zmieniłem, dokulaliśmy się przed 10tą na taflę, był ktoś już tam. Aura niezbyt zachęcająca, wiatr, wilgotne powietrze, ale prognoza obiecująca słonko. Szybkie namierzenie obiektu i jest. Tryb Landscape pokazuje tory kolejki, duże koło- pewnie jakaś wciągarka będąca napędem dla wózków. Konstrukcja dość wysoka, rzuca wyraźny cień za nią.





Takie ciekawostki plus tory kolejki "żwirowej" tam pozostały. Woda zacna, chłopaki -moi gospodarze pokazywali niezłe ryby w paski z wiosny i wczesnej jesieni. Dlatego była dodatkowa przynęta dla mnie, by tam się pojawić

Obiecujące miejscówki były puste, zaordynowałem kierunek pod brzeg i tam pod lodem pływało duże stado drobnicy a przy nim uwijały się okonie, tzn Okonie. Ryby naprawdę duże. Staliśmy i gapiliśmy się w ekran patrząc co one tam wyrabiają i jak ganiają tą drobnicę. Takie sceny myśliwskie podlodowych okoni. Dowierciliśmy dziur wokół zgrupowania ryb i po prostu zaczęło się czekanie na okonie bo one były strasznie mobilne, tj. wpływały i wypływały z widoku w ciągu chwili. Kwestią szczęścia było, pod kim przepłyną  i czy uda się zagrać przynętą na ich trasie. 

Mi udało się podnieść na rozgrzewkę wymiarka, ale to co pływało i rozganiało białoryb było znacznie większe. Strzelił mi niezły w balansówkę ale zaplątał się w kable i spadł. Oceniam go na 30 z plusem. 

No nic, bywa. Po pół godzinie przepłyneły pode mną te pasiaste wilki i jednemu z nich blaszkę udanie zaprezentowałem- dobrze powoził kijem, była muzyka hamulca. Mierzymy- bo miarkę zabrałem i jest 42cm z małym okładem. Po prostu statystyka zadziałała- trzy dziury z przynętami, bo i nas trzech łowiło, akurat ja miałem szczęście tym razem. 

Jak jest fotograf obok, to można popajacować do zdjęcia :)

Kolejne nawroty okoni nie dają brań, pływają, ale zupełnie nie interesują się przynętą. Sprawdzam czas- jest po 11tej, czyli koniec żerowania "na pierwszą zmianę" Drobnica nam ucieka, trochę czasu szukamy jej, bo skoro okonie trzymają się rybek, trzeba być blisko. 
    Cisza na lodzie, wiatr także uspokoił się, słońce wychyla się zza chmur. Idziemy z Markiem powiercić dziur i sprawdzić, gdzie kończą się podwodne tory. Znajdujemy fundament jakiegoś budyneczku, który wygląda jak wychodek ale to raczej budka od sterowania wyciągiem wózkowym do żwiru. Tak przynajmniej sobie to tłumaczymy. Jest po 13tej ostatnia seria dziur- cisza, sprawdzamy głęboczek, są ryby ale te największe to szczupaki, więc nie ma sensu się z nimi szarpać. 
- To co rozchodniaczka jeszcze wiercimy? 
-Dawaj. 
Dziur powstało w sumie trzy, zapuszczam przetwornik do pierwszej i widzę parkę sporych ryb bardzo blisko, które płyną w stronę przetwornika. Marek wędkę odłożył już dobrą chwilę wcześniej, ja złapałem pierwszą z brzegu swoją, wyplątałem przynętę i do dziury. Ledwie zdążyłem, ryby były pod samym przetwornikiem i po drugim podbiciu zaczęła się gorąca jazda. Kij ładnie wygięty, hamulczyk oddawał raz za razem rybie, którą określiłem na większą niż tą, co miałem przed południem. Wyciągam pewnym chwytem za karczych- mówię- To jest coś, to jest coś! 45ma. Miał, nawet z okładem niewielkim. 
Balansówka 5cm z kotwiczką o żółto-czerwonym akcencie dała tę rybę. StCroix M ładnie przetestowany i zaczynamy się lubić :)
Seria fotek i wodujemy karpia w paski, niech rośnie..
-K....a, ale rozchodniaczek! śmiejemy się wszyscy. Marek powiedział wprost że nie boli go , że mu przyjechałem na dzielnię i ryby połowiłem bo chodziło o sprawdzenie obiektów i zweryfikowanie, jak tam z okoniami jest tymi dużymi. Są, moim zdaniem jest potencjał na rybę z 5tką na przedzie ale pojedyncze sztuki. Sporo chodzenia i loteryjność łowienia. 
Z elektroniką jest dużo łatwiej ale najważniejsze jest to, że poznajemy jak ryby reagują/nie reagują i czasami uda się zmodyfikować pracę/przynętę tak, by nastąpił atak. Czy bez live złowiłbym te ryby? Szczerze powiedziawszy- pierwszą tak, bo było to łowienie z dziury po prostu a one przypłyneły a drugą- nie, bo tu widziałem jak napływają i przeciąłem im drogę przynętą zatrzymując na odpowiedniej głębokości. Dlatego ważne jest poukładanie sobie w głowie, by uważać z tym co i ile zabieramy, bo na lodzie w dobie rozwoju techniki poszukiwania ryb- jest łatwiej niż kiedykolwiek. Nadal trzeba znać przybliżoną lokalizację ryb, umieć dobrać i poprowadzić przynętę ale w większości sytuacji echosonda z systemem live znacznie zwiększa szanse na udany połów. 
Ja najbardziej cieszę się z nagrywek, które pokazały "działanie" stada okoni, godzina materiału, który muszę przebrać i opracować i zobaczycie epizody z tego w kolejnej wrzutce na kanał podlodowy. 
Zimo trwaj :) 





 

środa, 14 stycznia 2026

Podlodowy Vlog#2

 Lodu dziś pełno ale pod nogami, strach jechać, o żadnych rybach nie ma mowy u minie do soboty. Parę słów o przynętach na drugą cześć sezonu. 



poniedziałek, 12 stycznia 2026

Z okoniem coraz gorzej u mnie, tj. pogoda rozdaje karty.

Nie, nie wszystkie zostały zjedzone przez ludzi i kormorany, miejsca dają okonie od nastu lat. Ani na płytkim, ani na głębokim, po prostu jakby zapadły się pod ziemię Czytanie z tego co widzę-przestaje być modne i tutaj, może to tak będę robił? Co myślicie?

niedziela, 11 stycznia 2026

Wędkarska lipa aż piszczy!

         Dzień na lodzie ciekawy ale nie w kategoriach wędkarskich. Nowa-stara woda, świeży niepokłuty lód- obiecywały naprawdę sporo. Na obietnicach się skończyło. Za to testowo-sprzętowo bardzo fajnie. Nie dojechał jedynie świder 200mm, bym mógł bez gimnastyki utopić przetwornik obrazowania w czasie rzeczywistym od Humminbirda- MegaLive2. W piątek udało się skończyć nosidło do ekranu i wędek i za wyspawanie aluminiowego korpusu dziękuję Amonboats z Chojnic. Teraz w zasadzie mogę nawet z tym chodzić bez sanek, jest odczuwalnie lżej niż w pierwotnej wersji tego nosidła. 

Nosidło do wędek, baterii i ekranu.
Generalnie chodzi o to, by nie schylać się do tego zbytnio- stąd długa rączka, przenosić tam także wędki- stąd te trzy rurki. Dodałem gniazdo USB do ładowania telefonu i jest to już bardzo spoko. Niuans od spodu taki- są nóżki, bo bez nich ciężko to ustawić na zaśmieconym śryzem lodzie. Ekrany echosond mogę tu podpinać różne, miejsca jest sporo. Wymiary skrzynki to 250x300mm.  Do środka zmieści się trochę pudełek, przetwornik podlodowy tradycyjnego typu no i można maszerować. 

Lornetka

Nie, nie chcę podglądać innych podlodowych łowców, ptactwa czy krajobrazu. Nie po to człowiek czekał na ten lód jak na wygraną na loterii :) 



Świder mam stosunkowo niewielkiej średnicy- 115mm, więc taki sumaryczny otwór nie jest niebezpieczny dla postronnych, by wpaść doń. Znam przepisy ale chwilowo nie będę ich przestrzegał, w poniedziałek przyjedzie dwuseta i dylematy moralne miną a zostaną zakwasy. 
Lipa z rybami straszna była, 5 palczaków się przyczepiło, miejscówki sprawdzone, przynęty -też. Po prostu nie chciały. W nocy ma spaść śnieg, więc zmiana pogody i tym sobie tłumaczę pustynię. Inna sprawa, że nie mogłem w ogóle ryb znaleźć. Chodziliśmy z Jarkiem klasycznie- na blatach i wypłycenich do 7m, a może trzeba było szukać głębiej?

Telemetria. 
To mapy różnego rodzaju, które robiłem kilka lat temu tam. U góry zwykłe izobaty, które oddają kształt wypłycenia, oczywiście głębokość. Dolny obrazek łączy dane głębokościowe z nakładką sonaru bocznego- realnego obrazu dna. To natura maluje takie mozaiki twardego i miękkiego dna, to ryby tworzą tam sobie gniazda tarłowe na późną wiosnę oraz patrolują w poszukiwaniu jedzonka. Dlatego jestem fanem tego typu danych, zabieram je do aplikacji w smartfonie i maszeruję po lodzie tak, jakbym chodził po dnie zbiornika. 


Kijek (mam nadzieję ostatni) przetestowałem, udało mi się znaleźć interesującego mnie Croixa w klasie M, pod błystkę i balansówkę 5cm jak znalazł. Co prawda nie zanosi się na jakąś długą zimę, ale niech żywi nie tracą nadziei. 

    Wyjazd generalnie udany ale nie wędkarsko i dziś dość szybko było wiadomo że nie będzie wędkarsko,  w pewnym momencie zapytałem go , ile ma lat. - Bo wiesz, my mamy w sumie 104lata a cieszymy się tym jak mali chłopcy.....
    Końcówka wyjazdu to już moje nagrywki, bo ryby absolutnie zastrajkowały. Przyjazd do domu się opóźnił, bo Zafira kolegi nie była w stanie podjechać pod górę i zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Kupiłem linę holowniczą w Orlenie i wróciłem po niego. 
Także przerabiając powiedzonko młodzieżowe - na przypale i ryb wcale......ale i tak było fajnie w ten słoneczny dzionek. 


czwartek, 8 stycznia 2026

Kiedy na te ryby?

 Kiedy będzie lód. To najważniejszy truizm. 

Realnie rzecz biorąc ja, całkowicie subiektywnie nie oczekuję rezultatów przy ciśnieniu powyżej 1025hpa dla okoni, nie jeżdżę wręcz w sytuacjach powyże 1030hpa. 

Kiedy zatem?

Jeśli mam możliwość wyboru to staram się być wtedy: 


to tak zwany skraj ciśnienia, ostatki przed zmianą pogody. Ryby "wiedzą" o tym dużo wcześniej niż my i są aktywne. To nie są wyłącznie moje obserwacje a znane zjawisko i warto zaplanować sobie wyprawę jeśli mamy swobodę czasową. 

Pory dnia. 

Nie wiem jak u Was ale u mnie to dość schematyczne jest, okonie odpalają na dwie zmiany z zauważalną przerwą. 8-11 to pierwszy pik brań, 14-16 drugi, przy czym drugi nie jest tak dobry jak pierwszy zazwyczaj. To dość spektakularne zjawisko, bo wielokrotnie z kolegami doświadczaliśmy go na lodzie i wyglądało to tak, jakby ktoś wyłączył światło pod lodem i ryby oślepły. Zanik brań na całym zbiorniku ok. 11tej. Druga zmiana cyzli po 14tej jest mniej efektywna, ciemniej się robi ale za to można się obłowić intesnywnie żerującymi średniakami. 

Miejsca

Ja szukam ryb na blatach o twardym dnie, które to namierzam latem echosondą i przygotowuję odpowiednią mapę. Kanty, zejścia ostre na głębine są również ważne- na początku sezonu zwłaszcza. W głuchozimiu- nie mam klucza do ryb, żerują mniej i rzadziej, głębsze blaty w pobliżu większych głębin są tym co szukam. Ralistycznie-bazuję na lokacjach sprawdzonych od lat. Sezon jest króciutki i szkoda mi szukać, gdy chcę coś sensownego złowić. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Zimno!

 O 8mej -12 na liczniku, księżyc wysoko na niebie. One tego nie lubią. Miało być lepiej i było ale ciągle daleko od tego, co chciałoby się wyrzeźbić. 

Dziś już ze świdrem na ramieniu, wędka na lekko dodana do arsenału, kieszonkowe echo tak na wszelki wypadek, drugi stary smartfon mapą sonaru bocznego tej wody. 

Wytyczam sobie szlak wzdłuż spadu, twardego dna, płytko raczej- robię dwa szeregi dziur. 

To mapa sonaru bocznego "zamknięta" w smartfonie, w aplikacji LocusMaps.  Wyraźnie widać jaśniejsze obszary dna- to twarde dno gdzie sygnał odbija się mocniej.  Okonie generalnie lubią wypłycenia o twardym dnie. Ja też :)


To mapa sonaru bocznego "zamknięta" w smartfonie, w aplikacji LocusMaps
Wyraźnie widać jaśniejsze obszary dna- to twarde dno gdzie sygnał odbija się mocniej. 
Okonie generalnie lubią wypłycenia o twardym dnie. Ja też :)  


Z pierwszej dziury wyjeżdża dobra ryba, taki 32-34cm pasiak na tradycyjną balansówkę rapalkę 5 BWR. 



Zaczynam się bać, bo jestem przesądny :) tzn syndrom pierwszej ryby z pierwszego rzutu......i cholera tak jest ! Kolejnych 30 dziur na pusto, odpalam echo i podskakujące kreseczki flashera pokazują pustkę. Mijam lokalnego wędkarza, który dopiero co zaczyna. Idę głębiej, dla pewności zakładam błystkę, bo może wolą na błyszcząco? Nie, nie wolą. Zimno w ręce się robi, krążenie z wiekiem mi siada, grzałki odpalone ale one w rękawicach a palce marzną niemożebnie. Trochę gimnastyki, ugniatania, rozgrzewania i mogę dalej łowić. Kolejna seria dziur tak na 5metrze, jakiś palczak się uczepił. Jarek się pojawia, rozmawiamy ustalamy plan działania a ten brzmi-idziemy na płytkie, 10m od siebie- by szybciej znaleźć ewentualne ryby. Plan dobry ale ryby nie współpracują. Idziemy na drugi brzeg, tzw. bankowe miejsce z ostatnich lat. Wypłycenie daleko wychodzące w wodę, stare gniazda sandaczowe w tle. 

Kolejne wypłycenie , dość szeroki blat 3-4m. 


        Lecą serie dziur, kombinowanie z przynętami, echo schowane, bo szkoda na nie czasu, wolę obłowić kilka dziur więcej. Ryb nie ma stacjonarnych, spodziewam się jak w minonych latach wpłynięcia pojedynczych sztuk i łowienie ich radnomowo- tj. jak przetniesz mu drogę przynętą, to go złowisz. Jarek walczy, kombinuje z cykadkami ale wraca do błystki, wcześniej podniósł takiego 25cm. 
Oddalam się na głębszą wodę, kątem oka widzę, że jego wędka przyjemnie się wygina. Jest niezła ryba. Po chwili jest na lodzie, nie mamy miarki, przykładamy ją do buta Jarkowego i tak organoleptycznie 32-33cm. Seria zdjęć i ryba zwodowana. Rozwijam wędkę na lekko, mała błystka ołowianka i po prostu kolejne dziury sprawdzam. Coś prostuje kiwok, tnę i ładnie to się zaczyna. Żyłka 0,14 nie pozwala poszaleć i chwilę to trwa zanim mój jegomość wyjeżdża z przerębla. Fajny jest, ciut brakuje mu do 40ki ale to nieistotne. 
Ryba dnia :) 





Kolejna seria zdjęć, kolejna ryba zwodowana. Czekamy na więcej ale........nie dziś. Ryby były przypadkowe, wpływające w światło przerębla i tylko szczęście zadecydowało, że akurat była w nim błystka. Plan jest zatem taki, że kolejno ponawiamy obławianie dziurek tych co są ,bez hałasowania już nowymi. Będzie, co będzie
Dobra godzina ciszy, ludzi na lodzie coraz więcej, my zwijamy się, bo obiecałem być w domu wcześnie. Słońce piękne, aż za ciepło tam było w tej zatoce. Może zbyt jasno? Nie wiem. Wiem jedno, że dzień na rybach jest zawsze piękny, tutaj piękny poranek, zgrabne ryby i dobre towarzystwo do pogadania i połowienia. 
        Mapy sonaru bocznego pokazał kolejny raz swój pazurek. To na lodzie jest gamechanger, izobaty są nieistotne praktycznie, dlatego co roku dorabiam kilka jezior w ten sposób, by je mieć w kieszeni na taką okazje. Oby tej zimy było jak najdłużej, to powalczymy i zmontowałem sobie przenośny zestaw Live obrazowania na bazie Humminbirda Xplore i MegaLive2. Niech trochę jeszcze zaczeka, na sanki będzie jak znalazł. Póki co wolę mobilność, obławianie wielu dziur aniżeli stacjonarne pilnowanie przetwornika. Tyle że ta technologia pozwoliłaby takich pojedyńczych pasiastych zbójów dostrzegać z daleka- a to kusząca perspektywa.......
Live na lodzie to bajer ale ma to swoją wagę i cenę. 



niedziela, 4 stycznia 2026

I sezonik otwarty

 Sezonik to zdrobnienie od sezonu. Prognozy są raczej jednoznaczne, obecny atak zimy to co najwyżej do połowy tygodnia a potem odwilż. Natomiast cieszę się, że  w ogóle spacer po twardej wodzie zaliczony. 

Zaskakujące jest to, jak gruby jest tam lód, bo ja pracowałem dziś świdrem i sądząc po obrotach - 10cm musi być litej skorupy. Zabrałem się z Markiem i jego kompanami, więc silny skład a na miejscu w oddali jeszcze ze 3 skulone postacie. Bezpieczniej zatem i nawet nie wyciągałem kolców podlodowych. 

Tu tego nie widać ale dolina jest głęboka. 

Zdziwienie grubością skorupy można jakoś wyjaśnić tym, co za moment pokażę na fotkach. Jezioro jest przepływowym zbiornikiem, rozpościera się na dnie dość głębokiej doliny jak na moją część kraju. I moja teoria jest taka, że osłonięcie przed wiatrem a przede wszystkim napełnienie się takiej doliny zimnym powietrzem powoduje szybsze zamarzanie jeziora. 

Tu lepiej widać skarpę brzegową 




Bez strachu zaczęliśmy obrabiać najbardziej perspektywiczne miejsce tej wody, kolegom coś wychodziło z dziur, u mnie bieda. Łowiłem standardowo jak na mnie- balansówki rapalki 5cm. I gdybym nie zmienił na blaszkę czy na rapalkę 3cm to pewnie niczego normalnej wielkości bym nie ułowił. Pytanie dlaczego? jest otwarte. Michał mówił że nie złowił tu na balansówki nic, Marek to samo. Upierałem się przez pierwszą godzinę, potem dorónałem i przynętowo, i okonkowo- ale na zwykłą błysteczkę z chwostem. Pod koniec wypadu złowiłem okonia, którego wyciągnąłem wraz z cudzą żyłką i błystką podlodową- a na 100% nikt w tym roku tam nie kuł lodu. Dziwna historia, po raz pierwszy wróciłem do domu z przynętami w większej ilości niż wyjechałem :) 

Odgrzebałem rapalki W3 i na kolor naturalnego okonia wydłubałem kilka rybek. To nie jest kwestia balansówek tylko dobrania ich wielkości i koloru do temperamentu ryb. A te dziś były leniwe wyjątkowo. Pojedyncze ryby z dziury, chyba tylko dwa razy chłopacy mieli po kilka niedużych sztuk z dziury. Najwięcej narobił się Marek, ładnie mu siadały. U mnie zdecydowanie mniej ale treściwiej, przy czym dziś oznaczało to 25cm podskakującego pasiaka. I generalnie to by było na tyle dziś. Sztukowo kilka-kilkanaście, nieistotne. Ale jutro-pojutrze też się tam wybiorę , tym razem na popołudniówkę. Wezmę wędkę do żuka i jakieś bezmotylki też. Ochotkę zamówię, powinna być w środę- o ile jest na alle-sklepach. 

Pewnie ten i następny tydzień "lodowy" a potem trzeba będzie pomyśleć o wyprawie na szczecińską Odrę ale to już łodziowo-ekranowo. 

Sama woda ciekawa,  szybko zamarzająca i obiecałem sobie pojawić się tam wiosną, by zrobić dokładną batymetrię z obrazem dna sonaru bocznego- będzie jak znalazł. 

Dzisiejszy Max :)