Dzisiejszy wyjazd był tzw. misyjny- woda bez dostępu łodziowego, prywatna w zasadzie.Pożwirowe wyrobisko z czasów pruskich, w którym znajomy geodeta coś wytropił. To coś można sprawdzić na lodzie za pomocą elektroniki, tj. tryb perspektywiczny obrazowania live. W moim przypadku -sprzęt od Humminbirda-Megalive2. Wymaga on użycia świdra 200mm, nic nie da wiercenie na lornetke, po prostu perspektywiczne ułożenie przetwornika znacznie go powiększa, nie idzie inaczej.
Kawał drogi od domu ale województwa nie zmieniłem, dokulaliśmy się przed 10tą na taflę, był ktoś już tam. Aura niezbyt zachęcająca, wiatr, wilgotne powietrze, ale prognoza obiecująca słonko. Szybkie namierzenie obiektu i jest. Tryb Landscape pokazuje tory kolejki, duże koło- pewnie jakaś wciągarka będąca napędem dla wózków. Konstrukcja dość wysoka, rzuca wyraźny cień za nią.
Takie ciekawostki plus tory kolejki "żwirowej" tam pozostały. Woda zacna, chłopaki -moi gospodarze pokazywali niezłe ryby w paski z wiosny i wczesnej jesieni. Dlatego była dodatkowa przynęta dla mnie, by tam się pojawić
Obiecujące miejscówki były puste, zaordynowałem kierunek pod brzeg i tam pod lodem pływało duże stado drobnicy a przy nim uwijały się okonie, tzn Okonie. Ryby naprawdę duże. Staliśmy i gapiliśmy się w ekran patrząc co one tam wyrabiają i jak ganiają tą drobnicę. Takie sceny myśliwskie podlodowych okoni. Dowierciliśmy dziur wokół zgrupowania ryb i po prostu zaczęło się czekanie na okonie bo one były strasznie mobilne, tj. wpływały i wypływały z widoku w ciągu chwili. Kwestią szczęścia było, pod kim przepłyną i czy uda się zagrać przynętą na ich trasie.
Mi udało się podnieść na rozgrzewkę wymiarka, ale to co pływało i rozganiało białoryb było znacznie większe. Strzelił mi niezły w balansówkę ale zaplątał się w kable i spadł. Oceniam go na 30 z plusem.
No nic, bywa. Po pół godzinie przepłyneły pode mną te pasiaste wilki i jednemu z nich blaszkę udanie zaprezentowałem- dobrze powoził kijem, była muzyka hamulca. Mierzymy- bo miarkę zabrałem i jest 42cm z małym okładem. Po prostu statystyka zadziałała- trzy dziury z przynętami, bo i nas trzech łowiło, akurat ja miałem szczęście tym razem.
Jak jest fotograf obok, to można popajacować do zdjęcia :)
Kolejne nawroty okoni nie dają brań, pływają, ale zupełnie nie interesują się przynętą. Sprawdzam czas- jest po 11tej, czyli koniec żerowania "na pierwszą zmianę" Drobnica nam ucieka, trochę czasu szukamy jej, bo skoro okonie trzymają się rybek, trzeba być blisko.
Cisza na lodzie, wiatr także uspokoił się, słońce wychyla się zza chmur. Idziemy z Markiem powiercić dziur i sprawdzić, gdzie kończą się podwodne tory. Znajdujemy fundament jakiegoś budyneczku, który wygląda jak wychodek ale to raczej budka od sterowania wyciągiem wózkowym do żwiru. Tak przynajmniej sobie to tłumaczymy. Jest po 13tej ostatnia seria dziur- cisza, sprawdzamy głęboczek, są ryby ale te największe to szczupaki, więc nie ma sensu się z nimi szarpać.
- To co rozchodniaczka jeszcze wiercimy?
-Dawaj.
Dziur powstało w sumie trzy, zapuszczam przetwornik do pierwszej i widzę parkę sporych ryb bardzo blisko, które płyną w stronę przetwornika. Marek wędkę odłożył już dobrą chwilę wcześniej, ja złapałem pierwszą z brzegu swoją, wyplątałem przynętę i do dziury. Ledwie zdążyłem, ryby były pod samym przetwornikiem i po drugim podbiciu zaczęła się gorąca jazda. Kij ładnie wygięty, hamulczyk oddawał raz za razem rybie, którą określiłem na większą niż tą, co miałem przed południem. Wyciągam pewnym chwytem za karczych- mówię- To jest coś, to jest coś! 45ma. Miał, nawet z okładem niewielkim.
Balansówka 5cm z kotwiczką o żółto-czerwonym akcencie dała tę rybę. StCroix M ładnie przetestowany i zaczynamy się lubić :)
Seria fotek i wodujemy karpia w paski, niech rośnie..
-K....a, ale rozchodniaczek! śmiejemy się wszyscy. Marek powiedział wprost że nie boli go , że mu przyjechałem na dzielnię i ryby połowiłem bo chodziło o sprawdzenie obiektów i zweryfikowanie, jak tam z okoniami jest tymi dużymi. Są, moim zdaniem jest potencjał na rybę z 5tką na przedzie ale pojedyncze sztuki. Sporo chodzenia i loteryjność łowienia.
Z elektroniką jest dużo łatwiej ale najważniejsze jest to, że poznajemy jak ryby reagują/nie reagują i czasami uda się zmodyfikować pracę/przynętę tak, by nastąpił atak. Czy bez live złowiłbym te ryby? Szczerze powiedziawszy- pierwszą tak, bo było to łowienie z dziury po prostu a one przypłyneły a drugą- nie, bo tu widziałem jak napływają i przeciąłem im drogę przynętą zatrzymując na odpowiedniej głębokości. Dlatego ważne jest poukładanie sobie w głowie, by uważać z tym co i ile zabieramy, bo na lodzie w dobie rozwoju techniki poszukiwania ryb- jest łatwiej niż kiedykolwiek. Nadal trzeba znać przybliżoną lokalizację ryb, umieć dobrać i poprowadzić przynętę ale w większości sytuacji echosonda z systemem live znacznie zwiększa szanse na udany połów.
Ja najbardziej cieszę się z nagrywek, które pokazały "działanie" stada okoni, godzina materiału, który muszę przebrać i opracować i zobaczycie epizody z tego w kolejnej wrzutce na kanał podlodowy.
Zimo trwaj :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz