O 8mej -12 na liczniku, księżyc wysoko na niebie. One tego nie lubią. Miało być lepiej i było ale ciągle daleko od tego, co chciałoby się wyrzeźbić.
Dziś już ze świdrem na ramieniu, wędka na lekko dodana do arsenału, kieszonkowe echo tak na wszelki wypadek, drugi stary smartfon mapą sonaru bocznego tej wody.
Wytyczam sobie szlak wzdłuż spadu, twardego dna, płytko raczej- robię dwa szeregi dziur.
 |
| To mapa sonaru bocznego "zamknięta" w smartfonie, w aplikacji LocusMaps. Wyraźnie widać jaśniejsze obszary dna- to twarde dno gdzie sygnał odbija się mocniej. Okonie generalnie lubią wypłycenia o twardym dnie. Ja też :) |
|
Z pierwszej dziury wyjeżdża dobra ryba, taki 32-34cm pasiak na tradycyjną balansówkę rapalkę 5 BWR.
Zaczynam się bać, bo jestem przesądny :) tzn syndrom pierwszej ryby z pierwszego rzutu......i cholera tak jest ! Kolejnych 30 dziur na pusto, odpalam echo i podskakujące kreseczki flashera pokazują pustkę. Mijam lokalnego wędkarza, który dopiero co zaczyna. Idę głębiej, dla pewności zakładam błystkę, bo może wolą na błyszcząco? Nie, nie wolą. Zimno w ręce się robi, krążenie z wiekiem mi siada, grzałki odpalone ale one w rękawicach a palce marzną niemożebnie. Trochę gimnastyki, ugniatania, rozgrzewania i mogę dalej łowić. Kolejna seria dziur tak na 5metrze, jakiś palczak się uczepił. Jarek się pojawia, rozmawiamy ustalamy plan działania a ten brzmi-idziemy na płytkie, 10m od siebie- by szybciej znaleźć ewentualne ryby. Plan dobry ale ryby nie współpracują. Idziemy na drugi brzeg, tzw. bankowe miejsce z ostatnich lat. Wypłycenie daleko wychodzące w wodę, stare gniazda sandaczowe w tle.
 |
Kolejne wypłycenie , dość szeroki blat 3-4m.
|
Lecą serie dziur, kombinowanie z przynętami, echo schowane, bo szkoda na nie czasu, wolę obłowić kilka dziur więcej. Ryb nie ma stacjonarnych, spodziewam się jak w minonych latach wpłynięcia pojedynczych sztuk i łowienie ich radnomowo- tj. jak przetniesz mu drogę przynętą, to go złowisz. Jarek walczy, kombinuje z cykadkami ale wraca do błystki, wcześniej podniósł takiego 25cm.
Oddalam się na głębszą wodę, kątem oka widzę, że jego wędka przyjemnie się wygina. Jest niezła ryba. Po chwili jest na lodzie, nie mamy miarki, przykładamy ją do buta Jarkowego i tak organoleptycznie 32-33cm. Seria zdjęć i ryba zwodowana. Rozwijam wędkę na lekko, mała błystka ołowianka i po prostu kolejne dziury sprawdzam. Coś prostuje kiwok, tnę i ładnie to się zaczyna. Żyłka 0,14 nie pozwala poszaleć i chwilę to trwa zanim mój jegomość wyjeżdża z przerębla. Fajny jest, ciut brakuje mu do 40ki ale to nieistotne.
 |
| Ryba dnia :) |
Kolejna seria zdjęć, kolejna ryba zwodowana. Czekamy na więcej ale........nie dziś. Ryby były przypadkowe, wpływające w światło przerębla i tylko szczęście zadecydowało, że akurat była w nim błystka. Plan jest zatem taki, że kolejno ponawiamy obławianie dziurek tych co są ,bez hałasowania już nowymi. Będzie, co będzie
Dobra godzina ciszy, ludzi na lodzie coraz więcej, my zwijamy się, bo obiecałem być w domu wcześnie. Słońce piękne, aż za ciepło tam było w tej zatoce. Może zbyt jasno? Nie wiem. Wiem jedno, że dzień na rybach jest zawsze piękny, tutaj piękny poranek, zgrabne ryby i dobre towarzystwo do pogadania i połowienia.
Mapy sonaru bocznego pokazał kolejny raz swój pazurek. To na lodzie jest gamechanger, izobaty są nieistotne praktycznie, dlatego co roku dorabiam kilka jezior w ten sposób, by je mieć w kieszeni na taką okazje. Oby tej zimy było jak najdłużej, to powalczymy i zmontowałem sobie przenośny zestaw Live obrazowania na bazie Humminbirda Xplore i MegaLive2. Niech trochę jeszcze zaczeka, na sanki będzie jak znalazł. Póki co wolę mobilność, obławianie wielu dziur aniżeli stacjonarne pilnowanie przetwornika. Tyle że ta technologia pozwoliłaby takich pojedyńczych pasiastych zbójów dostrzegać z daleka- a to kusząca perspektywa....... |
| Live na lodzie to bajer ale ma to swoją wagę i cenę. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz